Więzienie. Więzień. Niewola. Ograniczenie. Przestrzeń życiowa wielkości kilku metrów kwadratowych. Ciasno. Bez możliwości wyjścia na zewnątrz, bez szansy na zobaczenie czegoś nowego. Nawet przeciwległe skrzydło wygląda zawsze tak samo. Ta sama rozłupana cegła kłuje w oczy swoją odmiennością. Wszystko, co widać, da się sfotografować na kilku zdjęciach małego formatu. Nic nowego.
Po krótkim czasie znika to początkowe, denerwujące wrażenie, że poza tym, co tu i teraz jest coś jeszcze. Że może być ładniej, lepiej, inaczej po prostu. Im dłużej, tym bardziej odłupana cegła staje się przyjacielska, wygląda swojsko, jest symbolem bezpieczeństwa. Znajome rysunki z wyeksponowanym pięknem skarykaturyzowanych kobiet na ścianie toalety (tak, to te nad spłuczką) stają się symbolem bezpieczeństwa, stałości, przewidywalności – cech tak aż pożądanych dziś, w ciągle zmieniającym się i pędzącym świecie. Po dłuższym czasie znienawidzony początkowo widok zaczyna sprawiać przyjemność. Ta kochana, odłupana cegła. Te rysuneczki malusieńkie. Pordzewiała kratunia w okieneczku. Symbol niewoli – powiedziałby kto. Nie. To symbol bezpieczeństwa i domu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ania. Pokaż wszystkie posty
Moja Góra
Dziewczyna. Opalona. Za bardzo jak na normalne słońce. Ciekawe, ile wydała na solarium – myślę. Farbowane włosy, mocny makijaż. Modne ciuchy. Spodnie za kolano zawiązywane na sznurki. Bluzeczka do pępka. Wygląda jakby właśnie zeszła z roweru – myślę.
Promocja kaset. Pięć złotych sztuka. Najbardziej popularna – As Wita Was. Idą. Interes się kręci. I jeszcze coś z muzyki. Jurek Ostapczuk rzewnym głosem pod akompaniament keybordowej, discopolowej muzyczki podśpiewuje Sława Bohu za wsio...Słychać go w promieniu 100 metrów. Wata cukrowa. Popcorn. Grill. Chleb, owoce, zabawki, obwarzanki (niestety nie ma pańskiej skórki). Promocja.
Znów dziewczyna. W długiej spódnicy i chustce. Stoi na wzgórzu w dziwnej pozie. Ręce w górze. Wzrok w górze. Modli się? Biesnowata? Ach nie, łapie zasięg. O, esemes.
Promocja kaset. Pięć złotych sztuka. Najbardziej popularna – As Wita Was. Idą. Interes się kręci. I jeszcze coś z muzyki. Jurek Ostapczuk rzewnym głosem pod akompaniament keybordowej, discopolowej muzyczki podśpiewuje Sława Bohu za wsio...Słychać go w promieniu 100 metrów. Wata cukrowa. Popcorn. Grill. Chleb, owoce, zabawki, obwarzanki (niestety nie ma pańskiej skórki). Promocja.
Znów dziewczyna. W długiej spódnicy i chustce. Stoi na wzgórzu w dziwnej pozie. Ręce w górze. Wzrok w górze. Modli się? Biesnowata? Ach nie, łapie zasięg. O, esemes.
Drelich i złoty ząb
Wyglądał niezwyczajnie. Ciemnowłosy, młody mężczyzna. Z daleka całkiem przystojny. Ubrany na luzie – ciemne dżinsy, koszulka i niedbale narzucona kurtka. Pojawił się trochę znikąd, ale kto się nad tym zastanawiał? Powiedział tylko: Nie tutaj. Tam. – wskazując na drogę. Zdziwiona odwróciłam się. Tam? Tam jest droga? A tak byłam pewna obranej przez siebie trasy!
Drugi wyglądał jeszcze zwyczajniej. A właściwie niezwyczajnie. Drelichowy fartuch, dwa cenne zęby – złoty i srebrny. Na opuszczonej stacji kolejowej zagubionej gdzieś w górach Bułgarii zapytał łamaną ruszczyzną, czy nie trzeba nam pomóc. Trzeba, owszem. Może nam coś podpowie?
Podpowiedział. Zaplanował nam całą trasę na następny dzień, znalazł nocleg w świetnych warunkach akurat na studenckie kieszenie, zaprowadził do hotelu, a następnego dnia pomachał ze stacji. Życzliwie, tak po prostu. Jak własny dziadek czy dobry wujek. Został w tyle, taki mały, niepozorny... Żadnych zwykłych oznak niezwykłości. Żadnego znaku z obrazków ani podobieństwa do postaci z amerykańskich filmów familijnych.
Drugi wyglądał jeszcze zwyczajniej. A właściwie niezwyczajnie. Drelichowy fartuch, dwa cenne zęby – złoty i srebrny. Na opuszczonej stacji kolejowej zagubionej gdzieś w górach Bułgarii zapytał łamaną ruszczyzną, czy nie trzeba nam pomóc. Trzeba, owszem. Może nam coś podpowie?
Podpowiedział. Zaplanował nam całą trasę na następny dzień, znalazł nocleg w świetnych warunkach akurat na studenckie kieszenie, zaprowadził do hotelu, a następnego dnia pomachał ze stacji. Życzliwie, tak po prostu. Jak własny dziadek czy dobry wujek. Został w tyle, taki mały, niepozorny... Żadnych zwykłych oznak niezwykłości. Żadnego znaku z obrazków ani podobieństwa do postaci z amerykańskich filmów familijnych.
Witamy!
Takie zdania słyszymy dość często. Od różnych osób, które jednak łączy jedno – stoją w obliczu samotności, obcości. Najczęściej z powodu wyjazdu za granicę. W obcym kraju, w nowym środowisku, w odmiennym klimacie...
A tyleż spraw może w nowym miejscu absorbować! Sklep, szkoła, kino...Ale większość z nas w nowym, obcym miejscu szuka cerkwi. Cerkiew jest dla nas symbolem swojskości, domu, bliskości...I wtedy dopiero czujemy się jak w wielkiej, prawosławnej rodzinie. Po zaznaniu uczuć lęku, przestrachu czy wręcz przerażenia otaczającą nowością, po często gorączkowych poszukiwaniach po zakamarkach wielkich miast wreszcie Ją znajdujemy. Aby dowiedzieć się, jak wielkie wrażenie robi wejście do cerkwi w takiej sytuacji, trzeba to chyba przeżyć. Wreszcie czujemy się choć częścią u siebie. Tak, jak gdybyśmy odwiedzali Matkę.
A tyleż spraw może w nowym miejscu absorbować! Sklep, szkoła, kino...Ale większość z nas w nowym, obcym miejscu szuka cerkwi. Cerkiew jest dla nas symbolem swojskości, domu, bliskości...I wtedy dopiero czujemy się jak w wielkiej, prawosławnej rodzinie. Po zaznaniu uczuć lęku, przestrachu czy wręcz przerażenia otaczającą nowością, po często gorączkowych poszukiwaniach po zakamarkach wielkich miast wreszcie Ją znajdujemy. Aby dowiedzieć się, jak wielkie wrażenie robi wejście do cerkwi w takiej sytuacji, trzeba to chyba przeżyć. Wreszcie czujemy się choć częścią u siebie. Tak, jak gdybyśmy odwiedzali Matkę.
Święci z Przeglądu
Ostatnio nasz Kościół przeżywał święto kanonizacji chełmskich męczenników. Ja, co prawda nie mogłam być na uroczystościach, ale zależało mi na poznaniu żywotów przyszłych świętych. Sięgnęłam zatem do Przeglądu Prawosławnego, gazety naszego Kościoła, która nieraz służy jako przewodnik dla ludzi, którzy o prawosławiu nie maja pojęcia i jest dostępna dla wszystkich.
Nie zawiodłam się – znalazłam tekst z opisem życia poszczególnych świętych. Dowiedziałam się też kilku innych szczegółów... Na przykład tego, że ziemia chełmska jest „błogosławiona przez Boga”. W sumie mnie to zainteresowało – bo czy jest to wyjątek, że jakaś ziemia jest przez Boga błogosławiona, czy może każda ziemia jest taka? A skąd w ogóle wiadomo, którą właśnie ziemię Bóg pobłogosławił? Z drugiej jednak strony praca na przykład na Hrubieszowszczyźnie była „szczególnie trudna i odpowiedzialna”. Związane było to z pewnością z „trudnymi chwilami wojny światowej”.
Nie zawiodłam się – znalazłam tekst z opisem życia poszczególnych świętych. Dowiedziałam się też kilku innych szczegółów... Na przykład tego, że ziemia chełmska jest „błogosławiona przez Boga”. W sumie mnie to zainteresowało – bo czy jest to wyjątek, że jakaś ziemia jest przez Boga błogosławiona, czy może każda ziemia jest taka? A skąd w ogóle wiadomo, którą właśnie ziemię Bóg pobłogosławił? Z drugiej jednak strony praca na przykład na Hrubieszowszczyźnie była „szczególnie trudna i odpowiedzialna”. Związane było to z pewnością z „trudnymi chwilami wojny światowej”.
Gdy cyfry są zbyt niskie...
Jak wyjechać za granicę, kiedy średnia jest grubo poniżej wymaganych 4,5, a PIT za ubiegły rok pokazuje smętne 400 złotych? Ze stypendium za granicą nici? Już masz dość swojej szkoły?
Możesz spróbować swoich sił w programie Wolontariatu Europejskiego.
Co to jest?
To projekt w ramach programu Komisji Europejskiej „Młodzież”. Po prostu wyjeżdża się za granicę, aby tam, w upatrzonej wcześniej organizacji pracować jako wolontariusz. Z całą pewnością to niesamowita okazja, aby poznać ludzi z innych krajów w ich naturalnym środowisku, przy codziennej pracy, w trakcie zwykłych zajęć. To szansa poznania innych metod pracy, podzielenia się swoim doświadczeniem, wiedzą i refleksją...
Możesz spróbować swoich sił w programie Wolontariatu Europejskiego.
Co to jest?
To projekt w ramach programu Komisji Europejskiej „Młodzież”. Po prostu wyjeżdża się za granicę, aby tam, w upatrzonej wcześniej organizacji pracować jako wolontariusz. Z całą pewnością to niesamowita okazja, aby poznać ludzi z innych krajów w ich naturalnym środowisku, przy codziennej pracy, w trakcie zwykłych zajęć. To szansa poznania innych metod pracy, podzielenia się swoim doświadczeniem, wiedzą i refleksją...
Byłam w Trójmieście....
Słuchaj, a może ty pojedziesz? – Grzesiek (przewodniczący Bractwa) patrzył na mnie z nadzieją – od nas nikt nie chce....
Propozycja wyjazdu była dla mnie dość nieoczekiwana. Tak średnio mi to pasowało – tydzień poza szkołą, jakieś zaległości, pakowanie, dojazd... Ale z drugiej strony przemówiło do mnie Trójmiasto. Praktycznie tam nie byłam, więc z drugiej strony nic mi chyba nie szkodzi...
- No dobra, mogę jechać – do końca nie żałowałam tej decyzji.
Szczegółowy program był bardzo interesujący. Cały tydzień na Pomorzu – w Trójmieście i na Kaszubach. Mnóstwo zwiedzania. Spotkania z najróżniejszymi organizacjami – od ludowych kaszubskich zespołów po wspólny dom garstki ludzi niepełnosprawnych umysłowo i fizycznie...
Propozycja wyjazdu była dla mnie dość nieoczekiwana. Tak średnio mi to pasowało – tydzień poza szkołą, jakieś zaległości, pakowanie, dojazd... Ale z drugiej strony przemówiło do mnie Trójmiasto. Praktycznie tam nie byłam, więc z drugiej strony nic mi chyba nie szkodzi...
- No dobra, mogę jechać – do końca nie żałowałam tej decyzji.
Szczegółowy program był bardzo interesujący. Cały tydzień na Pomorzu – w Trójmieście i na Kaszubach. Mnóstwo zwiedzania. Spotkania z najróżniejszymi organizacjami – od ludowych kaszubskich zespołów po wspólny dom garstki ludzi niepełnosprawnych umysłowo i fizycznie...
Andrzej L. z SamoWoli
Andrzej L. Legendarny niemal bohater. Walczący rewolucjonista. On nie czeka na swą kolej, on wdziera się na mównicę, aby zmieniać świat. Nie przebiera w środkach. Jego wyimaginowane idee nie narzucają żadnych kanonów zachowań – najważniejsze to być zauważonym, najważniejsze, by zdobyć pozycję, by dać powód, aby o nim mówiono...
Skandalista?
Mądremu człowiekowi z Andrzejem L. trudno walczyć. Jedyną szansą jest zniżenie się do jego poziomu. Na to mądry się nie zdobędzie. Racjonalne argumenty nie mają racji bytu – populistyczne slogany, często - choć idiotyczne - wzbudzające śmiech riposty, które swoją głupotą wprawiają najbardziej nawet elokwentnego przeciwnika w osłupienie.
Skandalista?
Mądremu człowiekowi z Andrzejem L. trudno walczyć. Jedyną szansą jest zniżenie się do jego poziomu. Na to mądry się nie zdobędzie. Racjonalne argumenty nie mają racji bytu – populistyczne slogany, często - choć idiotyczne - wzbudzające śmiech riposty, które swoją głupotą wprawiają najbardziej nawet elokwentnego przeciwnika w osłupienie.
O miłosierdziu
27 stycznia 2003 roku miałam okazję wziąć udział w interesującym nabożeństwie. Było to spotkanie z serii modlitewnych spotkań ekumenicznych organizowanych przez Stowarzyszenie Pokoju i Pojednania „Effatha”, istniejące przy kościele parafialnym przy ulicy Lindleya. Temat refleksji brzmiał „Miłosierdzie – znakiem chrześcijan”.
W nabożeństwie wzięli udział przedstawiciele różnych wyznań – między innymi kościołów: Polskokatolickiego, Ewangelicko – Augsburskiego, Rzymskokatolickiego. Prawosławnych reprezentował chór katedry pw. św. Marii Magdaleny i pani Helena Kuprianowicz z „Siestriczestwa”.
W nabożeństwie wzięli udział przedstawiciele różnych wyznań – między innymi kościołów: Polskokatolickiego, Ewangelicko – Augsburskiego, Rzymskokatolickiego. Prawosławnych reprezentował chór katedry pw. św. Marii Magdaleny i pani Helena Kuprianowicz z „Siestriczestwa”.
Wywiad z ks. ih. dr Paisjuszem – nowym proboszczem parafii św. Jana Klimaka w Warszawie na Woli
Chcieliśmy na początek zapytać o drogę ojca. Skąd ojciec pochodzi? Jak to się stało, że ojciec został mnichem? Od kiedy ojciec mieszka w Warszawie?
Jestem synem duchownego. (Mój ojciec zmarł w 2000 r.) Także trudno mi jest powiedzieć skąd pochodzę. Zacznę od rodziców, mój ojciec pochodził z Białostocczyzny, spod Hajnówki, a matka pochodzi spod Jabłecznej. Urodziłem się w 1969 r., w Szczecinku, w ówczesnym województwie koszalińskim. Tam mój ojciec był na parafii. W 1971 r. przejechaliśmy na tereny południowego Podlasia, w okolice Jabłecznej, na parafię w Zabłociu. Tam ojciec był proboszczem. Podczas posługi mojego ojca w Zabłociu rozpocząłem naukę w Seminarium Duchownym w Warszawie. Następnie rozpocząłem naukę w Seminarium w Jabłecznej. W owym czasie bowiem nauka w Seminarium trwała łącznie sześć lat, a nie trzy jak to jest teraz. Naukę w Seminarium rozpoczynało się po szkole podstawowej, najpierw cztery lata w Warszawie, potem jeszcze dwa lata w Jabłecznej. Podczas mojej nauki w Jabłecznej rodzice przejechali na parafię w Czyżach. A ja pozostałem w klasztorze w Jabłecznej jako nowicjusz. Stało się to po ukończeniu piątego roku Seminarium, w 1988 r.
Jestem synem duchownego. (Mój ojciec zmarł w 2000 r.) Także trudno mi jest powiedzieć skąd pochodzę. Zacznę od rodziców, mój ojciec pochodził z Białostocczyzny, spod Hajnówki, a matka pochodzi spod Jabłecznej. Urodziłem się w 1969 r., w Szczecinku, w ówczesnym województwie koszalińskim. Tam mój ojciec był na parafii. W 1971 r. przejechaliśmy na tereny południowego Podlasia, w okolice Jabłecznej, na parafię w Zabłociu. Tam ojciec był proboszczem. Podczas posługi mojego ojca w Zabłociu rozpocząłem naukę w Seminarium Duchownym w Warszawie. Następnie rozpocząłem naukę w Seminarium w Jabłecznej. W owym czasie bowiem nauka w Seminarium trwała łącznie sześć lat, a nie trzy jak to jest teraz. Naukę w Seminarium rozpoczynało się po szkole podstawowej, najpierw cztery lata w Warszawie, potem jeszcze dwa lata w Jabłecznej. Podczas mojej nauki w Jabłecznej rodzice przejechali na parafię w Czyżach. A ja pozostałem w klasztorze w Jabłecznej jako nowicjusz. Stało się to po ukończeniu piątego roku Seminarium, w 1988 r.
W ciszy się módlcie...
Zawsze uważano go za podstawowy wyróżnik prawosławia, czynnik, który stanowił o jego wyjątkowości, który wyróżniał atmosferę cerkwi od innych świątyń. To też wyjątkowy sposób wyrażenia myśli, kierowanej do Boga, pozwalający pełniej przedstawiać swoje emocje. Melodia pomaga przedstawić treści wyrażone słowami w sposób bardziej wyraźny, wskazujący na nastrój, a jednocześnie inspirujący innych do modlitwy, przeżycia jej treści i wyrażonej przez nią myśli.
Śpiew cerkiewny wprowadza nas do innego świata, całkowicie odmiennego od codziennego pośpiechu i całego otoczenia serwowanego nam przez wynalazki cywilizacji. To muzyka wyraźnie rozgranicza te dwa światy, sugeruje, że czas odłożyć na bok troskę o codzienne, zwyczajne sprawy, wejść w krąg modlitwy i rozmowy z Bogiem.
W czasach, które, mówiąc szczerze, już nie bardzo pamiętam, śpiew cerkiewny przeżywał kryzys. Chóry były raczej wyludnione, bo starszych ich członków ubywało, a młodsi do śpiewu się nie garnęli. Wsie przedstawiały się dużo gorzej. Kilkuosobowe, żeńskie składy z trudnością radziły sobie z coniedzielną liturgią, nie mówiąc już na przykład o świątecznych nabożeństwach czy ślubach.
Śpiew cerkiewny wprowadza nas do innego świata, całkowicie odmiennego od codziennego pośpiechu i całego otoczenia serwowanego nam przez wynalazki cywilizacji. To muzyka wyraźnie rozgranicza te dwa światy, sugeruje, że czas odłożyć na bok troskę o codzienne, zwyczajne sprawy, wejść w krąg modlitwy i rozmowy z Bogiem.
W czasach, które, mówiąc szczerze, już nie bardzo pamiętam, śpiew cerkiewny przeżywał kryzys. Chóry były raczej wyludnione, bo starszych ich członków ubywało, a młodsi do śpiewu się nie garnęli. Wsie przedstawiały się dużo gorzej. Kilkuosobowe, żeńskie składy z trudnością radziły sobie z coniedzielną liturgią, nie mówiąc już na przykład o świątecznych nabożeństwach czy ślubach.
Wielka Sobota
Wielka Sobota to dla mnie dzień szczególny. Z jednej strony-dzień następujący po Wielkim Piątku, pełnym smutku, świadomości własnej nicości wobec Tego, który za mnie poddał się mękom i poniżeniu. Dniu skupienia na modlitwie, poście-bo wtedy sprawa postu wydaje się nagle oczywista-dniu specyficznego nastroju ducha-pod wpływem niecodziennych nabożeństw, wystroju cerkwi, jak i wyrazu twarzy ludzi wokół-skupionych, spokojnych, skoncentrowanych na własnym przeżywaniu tych szczególnych chwil.
Z drugiej strony, to dzień poprzedzający moment największej radości w życiu chrześcijanina. Chwila przeżycia wieści o Zmartwychwstaniu, o zwycięstwie nad śmiercią i nadziei dla mnie, grzesznicy...W Wielką Sobotę smutek Wielkiego Piątku miesza się z nadchodzącą radością Wielkiej Nocy, Niedzieli. Najpiękniejsze w całym roku liturgicznym nabożeństwo odbywa się właśnie w Wielką Sobotę.
Z drugiej strony, to dzień poprzedzający moment największej radości w życiu chrześcijanina. Chwila przeżycia wieści o Zmartwychwstaniu, o zwycięstwie nad śmiercią i nadziei dla mnie, grzesznicy...W Wielką Sobotę smutek Wielkiego Piątku miesza się z nadchodzącą radością Wielkiej Nocy, Niedzieli. Najpiękniejsze w całym roku liturgicznym nabożeństwo odbywa się właśnie w Wielką Sobotę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








