Sobota 10.00
No nie. Przecież to środek nocy, a ten sąsiad chyba nie ma kiedy odkurzać. Zająłby się czytaniem książek. Z pewnością bardziej pożyteczne. A może czas już wstawać? Może i tak. Wypadałoby posprzątać, pójść z psem na spacer, zakupy w supermarkecie i znajdzie się pewnie sto jeszcze innych rzeczy do zrobienia. A może by tak do spowiedzi pójść? Za tydzień są przecież święta. Dobrze, że tak to na ostatni tydzień zostało, to mniej nagrzeszę, no ale o tym później. Trzeba się zająć sprawami, które nie mogą czekać.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paulina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paulina. Pokaż wszystkie posty
Cisza – inne spojrzenie
W ostatnim numerze „Artosa” został napisany artykuł o modlitwie wyrażanej przez śpiew. Chciałabym nawiązać do tego tematu, gdyż interesującym wydaje się być świątynia i jej przeznaczenie.
Śpiew jest nieodłącznym elementem każdego nabożeństwa, jest formą modlitwy i kontaktu z Bogiem. Nasuwa się więc pytanie, jak śpiewać, by było to głębokie duchowo i zarazem piękne. I czy w ogóle powinno być piękne.
Śpiew jest nieodłącznym elementem każdego nabożeństwa, jest formą modlitwy i kontaktu z Bogiem. Nasuwa się więc pytanie, jak śpiewać, by było to głębokie duchowo i zarazem piękne. I czy w ogóle powinno być piękne.
Czużyna
„My tut cełe życcio harowali, w Welikoj Brytanii, cerkwu budowali, a teper naszy dieti ne choczut choditi.”
Niedziela, ósma rano. Żeby zdążyć, trzeba już wyjechać. Mam to szczęście, że znajomy zabrał mnie samochodem, więc mogłam zaoszczędzić jakąś godzinę. Do Manchesteru jest jakieś 50 minut szybkiej jazdy autostradą. Na miejscu jesteśmy o 9. Mała cerkiewka właściwie jest niezauważalna i wygląda raczej na drobny, stary zabytek. W środku jest garstka ludzi, ale chór,mimo że składa się z czterech osób, donośnie śpiewa. Moje przybycie wywołuje lekkie zamieszanie i zdziwienie, gdyż od dawna nie było tu nikogo nowego. Mężczyzna, z którym przyjechałam, siada na jednym z krzeseł w ostatnim rzędzie i nie ulega namowom dyrygenta by wspomóc chór. Ja, chociaż dawno już przestałam śpiewać podczas nabożeństw, decyduję się początkowo na pojedyncze „Hospodi pomiłuj”, ale później dochodzę do wniosku, że stać mnie na więcej, bo w sumie nie wszystko jeszcze zapomniałam. Pani stojąca obok, pomiędzy kolejnymi „śpiewaniami” próbuje jak najwięcej dowiedzieć się o nowoprzybyłej. Podczas Liturgii w tej świątyni używany jest język białoruski i zwykle przyjeżdżają tu Białorusini z okolicy, ale od owej pani dowiaduję się, że jest Ukrainką i przychodzi, bo ma tu najbliżej.
Niedziela, ósma rano. Żeby zdążyć, trzeba już wyjechać. Mam to szczęście, że znajomy zabrał mnie samochodem, więc mogłam zaoszczędzić jakąś godzinę. Do Manchesteru jest jakieś 50 minut szybkiej jazdy autostradą. Na miejscu jesteśmy o 9. Mała cerkiewka właściwie jest niezauważalna i wygląda raczej na drobny, stary zabytek. W środku jest garstka ludzi, ale chór,mimo że składa się z czterech osób, donośnie śpiewa. Moje przybycie wywołuje lekkie zamieszanie i zdziwienie, gdyż od dawna nie było tu nikogo nowego. Mężczyzna, z którym przyjechałam, siada na jednym z krzeseł w ostatnim rzędzie i nie ulega namowom dyrygenta by wspomóc chór. Ja, chociaż dawno już przestałam śpiewać podczas nabożeństw, decyduję się początkowo na pojedyncze „Hospodi pomiłuj”, ale później dochodzę do wniosku, że stać mnie na więcej, bo w sumie nie wszystko jeszcze zapomniałam. Pani stojąca obok, pomiędzy kolejnymi „śpiewaniami” próbuje jak najwięcej dowiedzieć się o nowoprzybyłej. Podczas Liturgii w tej świątyni używany jest język białoruski i zwykle przyjeżdżają tu Białorusini z okolicy, ale od owej pani dowiaduję się, że jest Ukrainką i przychodzi, bo ma tu najbliżej.
Piękna muzyka
Jak co roku, w maju, do Hajnówki zjeżdżają się rzesze ludzi by móc zbliżyć się w ten czy inny sposób do muzyki sakralnej. Jedni przychodzą tu tylko posłuchać, inni natomiast by móc za pomocą pięknego głosu chwalić Boga. Każdy z wykonawców, w zależności od regionu świata, z którego pochodzi, prezentuje odmienny styl, technikę i zazwyczaj repertuar. Różnorodność prezentacji chórów sprawia, że słuchacz niejednokrotnie zaskoczony zostaje innowacyjnością wykonania i pięknem śpiewu samego w sobie.
Gdy na stałe mieszkałam jeszcze w Hajnówce, co roku chodziłam do Soboru Świętej Trójcy w trakcie trwania Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Cerkiewnej. Wszystko zaczynało się w niedzielę. Podczas inauguracji Metropolita Warszawski i Całej Polski celebrując molebien, otwierał Festiwal. Potem było uroczyste przywitanie wszystkich dostojnych gości, a następnie odbywał się koncert chóru, który w poprzednim roku dostał Grand Prix. W ciągu całego następnego tygodnia miała miejsce część konkursowa, podczas której chóry w poszczególnych kategoriach prezentowały swoje umiejętności. Można było usłyszeć chóry parafialne wiejskie, parafialne miejskie, chóry amatorskie świeckie i chóry zawodowe. Zwieńczeniem zmagań konkursowych było odczytanie wyników i dwa koncerty galowe: pierwszy w Soborze w Hajnówce, drugi w Filharmonii Białostockiej. Można powiedzieć, że pierwszy z nich był bardziej kunsztowny i z większym rozmachem, gdyż niejednokrotnie swoją obecnością koncert galowy zaszczycały znane osobistości reprezentujące kulturę i urzędy państwowe.
Gdy na stałe mieszkałam jeszcze w Hajnówce, co roku chodziłam do Soboru Świętej Trójcy w trakcie trwania Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Cerkiewnej. Wszystko zaczynało się w niedzielę. Podczas inauguracji Metropolita Warszawski i Całej Polski celebrując molebien, otwierał Festiwal. Potem było uroczyste przywitanie wszystkich dostojnych gości, a następnie odbywał się koncert chóru, który w poprzednim roku dostał Grand Prix. W ciągu całego następnego tygodnia miała miejsce część konkursowa, podczas której chóry w poszczególnych kategoriach prezentowały swoje umiejętności. Można było usłyszeć chóry parafialne wiejskie, parafialne miejskie, chóry amatorskie świeckie i chóry zawodowe. Zwieńczeniem zmagań konkursowych było odczytanie wyników i dwa koncerty galowe: pierwszy w Soborze w Hajnówce, drugi w Filharmonii Białostockiej. Można powiedzieć, że pierwszy z nich był bardziej kunsztowny i z większym rozmachem, gdyż niejednokrotnie swoją obecnością koncert galowy zaszczycały znane osobistości reprezentujące kulturę i urzędy państwowe.
Święty ogień
" I raptem! Nie, to trzeba widzieć! Zajaśniało, zabłysło! Grób Pański rozjaśnił się błękitnym ogniem. Cerkiew wypełniła się okrzykiem zachwytu. Wychodzi Patriarcha z rozpalonymi pękami świec. Błogosławi lud. Tysiące rąk wyciąga świece w jego kierunku. W mgnieniu oka świątynia wypełnia się ogniem. Jedni płaczą inni się śmieją. Dotykam płomienia - ogień nie parzy."
W Wielką Sobotę wszyscy pielgrzymi wstążeczkami wiążą pęki świec, tak, by każdy zawierał ich 33 sztuki. To na pamiątkę liczby lat Chrystusa.. po świętej Liturgii, około godziny dziesiątej rano w Bazylice jak i całym mieście gasi się wszystkie świece. Ogień pali się tylko w nielicznych domach Żydów, katolików i protestantów. Nawet Turcy przychodzą tego dnia do świątyni, do której już od poprzedniego dnia nie można dostać się do środka. Ci z pielgrzymów, którzy pragną być wewnątrz Bazyliki noc z piątku na sobotę spędzają na czuwaniu. Oczekiwanie trwa niekiedy ponad siedemnaście godzin. Cały plac przed świątynią wypełniony jest po brzegi, na balkonach i dachach domów stoją masy ludzi. Przychodzą tu Arabowie, Beduini z gór, mężczyźni z ogolonymi głowami, kobity z uczepionymi sznurami małych monet na głowie i nosie.
W Wielką Sobotę wszyscy pielgrzymi wstążeczkami wiążą pęki świec, tak, by każdy zawierał ich 33 sztuki. To na pamiątkę liczby lat Chrystusa.. po świętej Liturgii, około godziny dziesiątej rano w Bazylice jak i całym mieście gasi się wszystkie świece. Ogień pali się tylko w nielicznych domach Żydów, katolików i protestantów. Nawet Turcy przychodzą tego dnia do świątyni, do której już od poprzedniego dnia nie można dostać się do środka. Ci z pielgrzymów, którzy pragną być wewnątrz Bazyliki noc z piątku na sobotę spędzają na czuwaniu. Oczekiwanie trwa niekiedy ponad siedemnaście godzin. Cały plac przed świątynią wypełniony jest po brzegi, na balkonach i dachach domów stoją masy ludzi. Przychodzą tu Arabowie, Beduini z gór, mężczyźni z ogolonymi głowami, kobity z uczepionymi sznurami małych monet na głowie i nosie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




