Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Relacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Relacje. Pokaż wszystkie posty
Newskim Prospektem ku zgodzie i pojednaniu - Petersburg przykładem pokojowego współistnienia Kościołów
Od dawna chciałam napisać dla „ARTOSA” coś o Petersburgu, ale cały czas się wahałam co do tematu. Od czego zacząć? O Petersburgu prawosławnym jest przecież napisane tysiące książek, tyle jest tu zabytków i świątyń religijnych, a życie cerkiewne jest tak bogate, że naprawdę trudno wybrać z tego najciekawszy temat do omówienia. Rozwiązanie tego problemu pojawiło się w zeszłą niedzielę: inspiracją do napisania tego artykułu stała się bardzo ciekawa dyskusja w naszym parafialnym gronie młodzieżowym. Chodziło, jak pewnie pamiętacie, o ekumenizm i stosunki pomiędzy Kościołami. Wydaje mi się, że Petersburg mógłby służyć jako naturalna ilustracja do wielu spraw poruszanych w tej dyskusji. W jaki sposób? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, zapraszam najpierw wszystkich na wycieczkę wzdłuż głównej ulicy mojego miasta – Newskiego Prospektu.
Praskie środy
Każde środowe spotkanie na Pradze rozpoczyna się czytaniem fragmentu ewangelii i listów apostolskich oraz krótkim ich omówieniem. Ostatnio mieliśmy jednak trzy spotkania, podczas których mowa była tylko o listach – listach apostoła Pawła do Koryntian. Pierwotnie miały to być dwa spotkania, ale okazało się, że Apostoł wzbudza dziś nie mniejsze dyskusje niż za czasów swojego nauczania i trzeba nań poświęcić więcej czasu.
Warto uświadomić sobie wyjątkowość apostoła Pawła. Nie był on jednym z dwunastu towarzyszących Chrystusowi apostołów. Nie pochodził z Galilei (północna część Palestyny), jak wszyscy apostołowie, lecz z Tarsu - miasta położonego na terenie dzisiejszej południowej Turcji, nad Morzem Śródziemnym. Należał do tamtejszej żydowskiej diaspory. Nie znał Chrystusa za Jego życia ziemskiego. Więcej nawet, był zajadłym prześladowcą chrześcijan. To jego dotyczą słowa: „A Saul, dysząc jeszcze groźbą i chęcią mordu przeciwko uczniom Pańskim, przyszedł do arcykapłana” (Dz 9,1). Ten sam - fizycznie, duchowo raczej nie ten sam – człowiek, jakiś czas później, pisze o sobie: „Paweł, sługa Jezusa Chrystusa, powołany na apostoła, wyznaczony do zwiastowania ewangelii Bożej” (Rz 1, 1). W tzw. międzyczasie musiało się wydarzyć coś niesamowitego, by doprowadzić do tak ważnej przemiany: „I stało się w czasie drogi, że gdy się zbliżał do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba. A gdy padł na ziemię, usłyszał głos mówiący do niego: Saulu, Saulu, czemu mnie prześladujesz? I rzekł: Kto ty jesteś, Panie? A On: Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz; ale powstań i idź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić” (Dz 9, 3-6).
Warto uświadomić sobie wyjątkowość apostoła Pawła. Nie był on jednym z dwunastu towarzyszących Chrystusowi apostołów. Nie pochodził z Galilei (północna część Palestyny), jak wszyscy apostołowie, lecz z Tarsu - miasta położonego na terenie dzisiejszej południowej Turcji, nad Morzem Śródziemnym. Należał do tamtejszej żydowskiej diaspory. Nie znał Chrystusa za Jego życia ziemskiego. Więcej nawet, był zajadłym prześladowcą chrześcijan. To jego dotyczą słowa: „A Saul, dysząc jeszcze groźbą i chęcią mordu przeciwko uczniom Pańskim, przyszedł do arcykapłana” (Dz 9,1). Ten sam - fizycznie, duchowo raczej nie ten sam – człowiek, jakiś czas później, pisze o sobie: „Paweł, sługa Jezusa Chrystusa, powołany na apostoła, wyznaczony do zwiastowania ewangelii Bożej” (Rz 1, 1). W tzw. międzyczasie musiało się wydarzyć coś niesamowitego, by doprowadzić do tak ważnej przemiany: „I stało się w czasie drogi, że gdy się zbliżał do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba. A gdy padł na ziemię, usłyszał głos mówiący do niego: Saulu, Saulu, czemu mnie prześladujesz? I rzekł: Kto ty jesteś, Panie? A On: Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz; ale powstań i idź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić” (Dz 9, 3-6).
Wspomnienia młodego wychowawcy
Chciałem się z wami podzielić pewnymi refleksjami, które stały się moim udziałem za sprawą obozu młodzieżowego organizowanego w Wałczu przez Bractwo Młodzieży Prawosławnej.
Z obozami Bractwa pierwszy kontakt miałem w wieku jedenastu lat. Skończyłem właśnie piątą klasę podstawówki i rodzice uznali, że jestem już na tyle duży, by wysłać mnie na pierwsze w życiu kolonie. Obóz odbył się w Królowym Moście, a więc niezbyt daleko od mego rodzinnego Gródka. Tam pierwszy raz dane mi było zetknąć się z „naszymi” piosenkami (jaką radość sprawiło zaśpiewanie rodzince „Tapala, tapala...”!). Wychowawcy, choć młodzi, byli dla nas autorytetami, wiedzieli wszystko i wspaniale organizowali czas. Nawet fakt, że chłopcom przyszło spać w sąsiedniej wsi, poupychanym jak sardynki w jakiejś letniej kuchni niespecjalnie nam przeszkadzał. Pozostały wspomnienia, grupowe zdjęcie i pocztówka (ikonka) z podpisami od kadry, której szefem był obecny protodiakon Aleksander Łysynkiewicz (Sasza) – znany zapewne wszystkim parafianom cerkwi św. Mikołaja w Białymstoku.
Z obozami Bractwa pierwszy kontakt miałem w wieku jedenastu lat. Skończyłem właśnie piątą klasę podstawówki i rodzice uznali, że jestem już na tyle duży, by wysłać mnie na pierwsze w życiu kolonie. Obóz odbył się w Królowym Moście, a więc niezbyt daleko od mego rodzinnego Gródka. Tam pierwszy raz dane mi było zetknąć się z „naszymi” piosenkami (jaką radość sprawiło zaśpiewanie rodzince „Tapala, tapala...”!). Wychowawcy, choć młodzi, byli dla nas autorytetami, wiedzieli wszystko i wspaniale organizowali czas. Nawet fakt, że chłopcom przyszło spać w sąsiedniej wsi, poupychanym jak sardynki w jakiejś letniej kuchni niespecjalnie nam przeszkadzał. Pozostały wspomnienia, grupowe zdjęcie i pocztówka (ikonka) z podpisami od kadry, której szefem był obecny protodiakon Aleksander Łysynkiewicz (Sasza) – znany zapewne wszystkim parafianom cerkwi św. Mikołaja w Białymstoku.
Okiem zmęczonej – Monaster Rylski raz jeszcze...
Kiedy go zobaczyłam, czułam narastające napięcie. Jak będzie wyglądać w środku, jaki nastrój, atmosferę tam zastanę? Potrzebowałam mocnego, modlitewnego kopa, który dałby mi siłę na kolejne dni ostrej wędrówki i walki, nie tylko wewnętrznej. W dzikiej przyrodzie można poczuć bliskość Boga, ale mi – człowiekowi cywilizacji – chciało się cerkwi. Naszej dobrej, swojskiej cerkwi.
No i miałam ją. Czekała na mnie w kompleksie monasterskim.
Jak wyglądał monaster, opisała dla Was Justyna. Owszem, był ładny. Miał ciekawą architekturę, interesujące pomysły, zaskakujące malowidła...Ale. No właśnie, było ale.
Pierwsze rysy na dobrej opinii klasztoru pojawiły się wcześniej – za nocleg zagraniczny turysta płaci 15 euro. W skromnych warunkach.
No i miałam ją. Czekała na mnie w kompleksie monasterskim.
Jak wyglądał monaster, opisała dla Was Justyna. Owszem, był ładny. Miał ciekawą architekturę, interesujące pomysły, zaskakujące malowidła...Ale. No właśnie, było ale.
Pierwsze rysy na dobrej opinii klasztoru pojawiły się wcześniej – za nocleg zagraniczny turysta płaci 15 euro. W skromnych warunkach.
Sztuka przetrwania w pracy
Dzień zaczynał się tak:
- Wstawajcie słonka, wstawajcie! Już siódma! (krzyknął lider stojący w drzwiach)
- Jesteś bez serca! (odpowiedziała zawiedzionym głosem jedna z uczestniczek, brutalnie wyrwana ze snu)
- Ja? Ja bez serca?! Gdybym był bez serca, to bym teraz chodził z dużym garnkiem, chochlą i dzwonił. Mam serce! Takie malutkie może, ale mam... o tutaj! (bronił się lider wskazując dłonią swoje malutkie serce)
- Wstawajcie słonka, wstawajcie! Już siódma! (krzyknął lider stojący w drzwiach)
- Jesteś bez serca! (odpowiedziała zawiedzionym głosem jedna z uczestniczek, brutalnie wyrwana ze snu)
- Ja? Ja bez serca?! Gdybym był bez serca, to bym teraz chodził z dużym garnkiem, chochlą i dzwonił. Mam serce! Takie malutkie może, ale mam... o tutaj! (bronił się lider wskazując dłonią swoje malutkie serce)
Młodzież o relacji płci…
Na Bałtycką Konferencję Młodzieży, która odbyła się między 7 a 14 września tego roku, trafiłam zupełnie przypadkiem. Drogą elektroniczną dostałam zaproszenie z Centrum Współpracy Młodzieży z siedzibą w Gdańsku, które zajmowało się rekrutacją delegatów na to spotkanie ze strony Polski. Pomyślałam: dlaczego by nie pojechać? W końcu nieczęsto mam okazję do udziału w międzynarodowym spotkaniu młodych ludzi. To byłby mój pierwszy taki wyjazd. Nie miałam problemów z zakwalifikowaniem się, bo Centrum już zna Bractwo Młodzieży Prawosławnej w Polsce, które reprezentowałam.
W trakcie poprzednich spotkań poruszano np. tematy mniejszości narodowych na terenie państw bałtyckich. Tematem kolejnej konferencji może być praca z tzw. młodzieżą ryzyka, zagrożoną patologiami społecznymi. Temat tegorocznego spotkania brzmiał Gender Relations, czyli Relacje Płci. Niestety nie było równowagi między męską, a żeńską częścią delegatów: dziewczyny wygrały na tym polu 3:1. Czyżby panowie nie czuli się mocni w rozmowach na ten temat? Sześcioosobowa delegacja polska była niestety w stu procentach żeńska.
W trakcie poprzednich spotkań poruszano np. tematy mniejszości narodowych na terenie państw bałtyckich. Tematem kolejnej konferencji może być praca z tzw. młodzieżą ryzyka, zagrożoną patologiami społecznymi. Temat tegorocznego spotkania brzmiał Gender Relations, czyli Relacje Płci. Niestety nie było równowagi między męską, a żeńską częścią delegatów: dziewczyny wygrały na tym polu 3:1. Czyżby panowie nie czuli się mocni w rozmowach na ten temat? Sześcioosobowa delegacja polska była niestety w stu procentach żeńska.
Pielgrzymka
![]() |
| fot. grabarka.pl |
Turkoczące koła pociągu, który ma nas dowieźć do Wołomina. Niepewne spojrzenia, inne pełne ufności i wiary. Niektórzy idą po raz pierwszy w jakiejkolwiek pielgrzymce, inni – już po raz kolejny. Śmiech i ściszone głosy. “Trzeba wierzyć, że dobry Pan Bóg doda sił, że człowiek dojdzie. Panie Marku będzie dobrze – zobaczy pan”. Uśmiecham się – “Tak, ma pani rację. Będzie dobrze”. Mówię tak, aby bardziej uspokoić ją niż siebie. Jestem niby spokojny, ale z drugiej strony, gdy pomyślę ile drogi nas czeka, ile przeciwności może nas spotkać to zaczynam się lękać, bać. Czy ja dobrze zrobiłem? – pytam sam siebie. Nie pozostaje mi nic tylko zawierzyć Panu Bogu, oddać siebie, zaufać.
Z dziennika pielgrzyma
W tym roku po raz pierwszy wyruszyła z Warszawy piesza pielgrzymka na św. Górę Grabarkę. Wyszli 13 sierpnia spod cerkwi pw. świętych Apostołów Piotra i Pawła w Wołominie. Trasa pielgrzymki wiodła przez Stanisławowo (ale nie to, które znamy z niedzielnych wyjazdów parafian wolskich na liturgie), Dobre, Liw, Węgrów, Sokołów Podlaski, Repki. W Drohiczynie do około czterdziestoosobowej grupy warszawskiej dołączyło około dwustu pielgrzymów drohiczyńskich. Razem już dotarli na miejsce 17 sierpnia, po pięciu dniach marszu, dwa dni przed świętem Przemienienia Pańskiego. Najdłuższy odcinek, bo aż czterdziestokilometrowy, pokonali pierwszego dnia wędrówki.
Dwóch uczestników tej pielgrzymki podzieliło się z nami swoimi wrażeniami.
Dwóch uczestników tej pielgrzymki podzieliło się z nami swoimi wrażeniami.
Święto męczenników
Miałem okazję uczestniczyć w niezwykłym dla naszej cerkwi wydarzeniu jakim były główne uroczystości związane z kanonizacją męczenników ziemi chełmskiej i podlaskiej, które odbywały się w Chełmie w dniach 7 i 8 czerwca br.
Swoją obecnością uroczystości uświetnili liczni biskupi prawosławni z polski i zagranicy (m.in. z Finlandii, Rumuni, Grecji, Włoch) oraz duchowieństwo.
Cały Chełm zapełnił się także pielgrzymami, którzy przybyli tu autokarami i samochodami z różnych stron Polski. Wśród nich i my, czyli grupa parafian z warszawskiej Woli. Wyruszyliśmy do Chełma w sobotę rano, po świętej liturgii. Patronem naszej podróży był ks. Bazyli Martysz, który nazajutrz miał być przyjęty w poczet świętych Cerkwi Prawosławnej w Polsce.
Swoją obecnością uroczystości uświetnili liczni biskupi prawosławni z polski i zagranicy (m.in. z Finlandii, Rumuni, Grecji, Włoch) oraz duchowieństwo.
Cały Chełm zapełnił się także pielgrzymami, którzy przybyli tu autokarami i samochodami z różnych stron Polski. Wśród nich i my, czyli grupa parafian z warszawskiej Woli. Wyruszyliśmy do Chełma w sobotę rano, po świętej liturgii. Patronem naszej podróży był ks. Bazyli Martysz, który nazajutrz miał być przyjęty w poczet świętych Cerkwi Prawosławnej w Polsce.
Praski czwartek w Powsinie
Zakończył się kolejny cykl środowych spotkań teologicznych przy warszawskiej katedrze św.Marii Magdaleny, który prowadzi rektor Seminarium ks. Jerzy Tofiluk. W kilku poprzednich numerach mogliśmy przeczytać relacje z niektórych z nich. Stąd też wiemy, że odbywają się one co środę od kilkunastu lat. Ten materiał zawiera nie tylko opis tego, o czym była mowa na jakiś temat, ale też osobiste pytania autora. Powiem od razu, że interesuje mnie właściwie to, co się dzieje na tle wewnętrznym. A to dlatego, że bez zastanawiania się nad sensem tego, co robimy, ten sens nam ucieka, a z nim tracimy łaskę Bożą.
Pożegnalne ognisko. Kiedy umawialiśmy się gdzie i kiedy ma być ognisko, odczułem nieprzepartą chęć podzielenia się wspólną radością, która panowała na spotkaniach w tym roku. I to chyba nie tylko dlatego, że większość uczestników to młodzież i studenci, ale też wskutek wspólnego duchowego wysiłku. Pomyślałem, że właśnie ognisko – to jedyna możliwość, aby dowiedzieć się, co myślimy o spotkaniach, bo podczas nich omawiamy inne kwestie.
Pożegnalne ognisko. Kiedy umawialiśmy się gdzie i kiedy ma być ognisko, odczułem nieprzepartą chęć podzielenia się wspólną radością, która panowała na spotkaniach w tym roku. I to chyba nie tylko dlatego, że większość uczestników to młodzież i studenci, ale też wskutek wspólnego duchowego wysiłku. Pomyślałem, że właśnie ognisko – to jedyna możliwość, aby dowiedzieć się, co myślimy o spotkaniach, bo podczas nich omawiamy inne kwestie.
Ognisko płonie w lesie a gdzie jest mój dom
Słońce, zielona trawa, kwitnące drzewa ... Przyszedł maj, a z nim długo oczekiwana wiosna. Do śpiewu ptaków dołączył się śmiech studentów. Tak, tak ... jak co roku po Passze w „standardowym” miejscu w Warszawie – Powsinie odbyło się OGNISKO PRAWOSŁAWNEJ MŁODZIEŻY!
Tylko nie myślcie moi drodzy, że taką imprezę łatwo zorganizować.
Po pierwsze musi pojawić się idea ... choć o tą u nas ostatnio nie było ciężko. Było mnóstwo planów i propozycji (czasem totalnie wystrzelonych w kosmos), ale, ale!!! Idea to nie wszystko. Potrzebne są jeszcze chęci do jej wykonania. Jednym słowem ktoś musi obudzić się z niedźwiedziego snu, odrzucić ciepłą i mięciutką kołderkę lenistwa i zacząć działać! Pobudzić innych (co nie jest łatwe po długiej zimie) i wszystkie szczegóły skleić tak, by coś z tego wyszło.
Tylko nie myślcie moi drodzy, że taką imprezę łatwo zorganizować.
Po pierwsze musi pojawić się idea ... choć o tą u nas ostatnio nie było ciężko. Było mnóstwo planów i propozycji (czasem totalnie wystrzelonych w kosmos), ale, ale!!! Idea to nie wszystko. Potrzebne są jeszcze chęci do jej wykonania. Jednym słowem ktoś musi obudzić się z niedźwiedziego snu, odrzucić ciepłą i mięciutką kołderkę lenistwa i zacząć działać! Pobudzić innych (co nie jest łatwe po długiej zimie) i wszystkie szczegóły skleić tak, by coś z tego wyszło.
Czarnohora i nie tylko
Leżę. Rozglądam się raz w jedną raz w drugą stronę. Jest zimno, czuję wilgoć. Zaczynam myśleć o kurtce: przecież miała być nieprzemakalna!!! Badziewie. Wtedy uświadamiam sobie: wpadłem do strumienia, nic nie było w stanie uchronić mnie przed wodą. Aha, jeszcze Maciek Lejman. Maciek wróci, poszedł tylko ze swoim ekwipunkiem naprzód, przyjdzie po mój plecak i po mnie. Już lepiej. Próbuję wstać, okropny ból w prawym kolanie uniemożliwia mi to. Teraz już wiem wszystko. Jeden z wielu, zwykły, niczym nie wyróżniający się strumyk, szerokości ok. 3 metrów, wartki nurt. Jest niespecjalnie głęboki, wystające głazy, w połowie znajduje się zwalone drzewo, ale wszystko to zdradliwie śliskie wskutek padającego od trzech godzin deszczu. Maciek przechodzi bez problemu, ja mam już prawie całą drogę za sobą i nagle tracę drzewo pod nogami. Silny ból, czarne plamy przed oczami, ostatnim wysiłkiem, leżąc w wodzie rzucam się do tyłu, ktoś wyciąga mnie na brzeg, coś mówi. Po kwadransie dochodzę do siebie, uzgadniamy, że Maciek będzie podnosił plecaki i wracał po mnie. A to dopiero początek późnego popołudnia w górach ukraińskiej Czarnohory, pozostała część dnia również obfitować będzie w kilka atrakcji...
Jak do tego doszło?
Jak do tego doszło?
Hollywood, i co dalej?
Jakie skojarzenia ma przeciętny Polak o Hollywood? Sława, łatwe pieniądze. Jest w tym oczywiście szczypta prawdy. Miałam możliwość się o tym przekonać.
Hollywood nie jest miastem, jak mogłoby się wydawać, ale stanowi centrum Los Angeles. Nie panuje tam też idealny porządek. Na chodnikach rzeczywiście umieszczone są gwiazdy z imionami i wykonywanym zawodem znanych osób. Jeśli natomiast komuś wydaje się, że zobaczy sławne gwiazdy, to się myli. Miastem - sypialnią bogatych jest Beverly Hills. Domy są tam piękne, ale często ukryte za wysokimi murami. Ludzie chowają swoją prywatność. Panuje ogólny spokój, nie ma żywej duszy. Natomiast w centrum Beverly Hills swoje sklepy mają wszystkie renomowane firmy odzieżowe i kosmetyczne. Panuje gwar, gwiazdy robią zakupy, a tłumy turystów przyjeżdżają zobaczyć jedno z najdroższych miast świata. Trzeba przyznać, że jest ładniutkie, zadbane, dominuje biel.
Hollywood nie jest miastem, jak mogłoby się wydawać, ale stanowi centrum Los Angeles. Nie panuje tam też idealny porządek. Na chodnikach rzeczywiście umieszczone są gwiazdy z imionami i wykonywanym zawodem znanych osób. Jeśli natomiast komuś wydaje się, że zobaczy sławne gwiazdy, to się myli. Miastem - sypialnią bogatych jest Beverly Hills. Domy są tam piękne, ale często ukryte za wysokimi murami. Ludzie chowają swoją prywatność. Panuje ogólny spokój, nie ma żywej duszy. Natomiast w centrum Beverly Hills swoje sklepy mają wszystkie renomowane firmy odzieżowe i kosmetyczne. Panuje gwar, gwiazdy robią zakupy, a tłumy turystów przyjeżdżają zobaczyć jedno z najdroższych miast świata. Trzeba przyznać, że jest ładniutkie, zadbane, dominuje biel.
Europa różnorodności
O tym, że Europa jest zróżnicowana pod wieloma względami np. przyrodniczym, kulturowym, religijnym czy etnicznym chyba nikogo nie trzeba przekonywać. Niemal w każdym kraju europejskim mieszkają obok siebie przedstawiciele różnych ras, religii i narodowości, tworząc grupy mniejszości. Sami doskonale wiemy, co znaczy być w mniejszości i jak trudno jest czasami funkcjonować w społeczeństwie zdominowanym przez większość. W Polsce, kraju uważanym z jednolity etniczne i religijnie, tworzymy przecież niewielkie społeczności: prawosławną, łemkowską, białoruską czy ukraińską...
Temat dotyczący mniejszości zainspirował przedstawicieli młodzieżowych organizacji działających w całej Europie do zorganizowania międzynarodowego Seminarium Kontaktowego – Europa różnorodności – poświęconego problemom związanym z włączaniem grup mniejszościowych do społeczeństwa przez współpracę. Inicjatorem i głównym organizatorem seminarium, które odbyło się w dniach 28.05 - 1.06.2003 w Starbieninie na Kaszubach, było Centrum Współpracy Młodzieży z Gdyni. Uczestnikami spotkania byli liderzy, aktywni członkowie i przedstawiciele 24 młodzieżowych organizacji z Polski, Serbii, Macedonii i Szwecji. W tym miejscu pozwolę sobie wymienić tylko kilka – tych, które najlepiej pokażą jak bardzo byliśmy zróżnicowani: organizacja zajmująca się prawami człowieka – Human Rights Committee, organizacja pomagająca dzieciom specjalnej troski – „Child’s Heart”, czy Organizacja Młodych Serbów w Szwecji. Obecny był także reprezentant mniejszości seksualnej gejów i lesbijek – GAYTEN. Ja natomiast reprezentowałam Bractwo Młodzieży Prawosławnej w Polsce.
Temat dotyczący mniejszości zainspirował przedstawicieli młodzieżowych organizacji działających w całej Europie do zorganizowania międzynarodowego Seminarium Kontaktowego – Europa różnorodności – poświęconego problemom związanym z włączaniem grup mniejszościowych do społeczeństwa przez współpracę. Inicjatorem i głównym organizatorem seminarium, które odbyło się w dniach 28.05 - 1.06.2003 w Starbieninie na Kaszubach, było Centrum Współpracy Młodzieży z Gdyni. Uczestnikami spotkania byli liderzy, aktywni członkowie i przedstawiciele 24 młodzieżowych organizacji z Polski, Serbii, Macedonii i Szwecji. W tym miejscu pozwolę sobie wymienić tylko kilka – tych, które najlepiej pokażą jak bardzo byliśmy zróżnicowani: organizacja zajmująca się prawami człowieka – Human Rights Committee, organizacja pomagająca dzieciom specjalnej troski – „Child’s Heart”, czy Organizacja Młodych Serbów w Szwecji. Obecny był także reprezentant mniejszości seksualnej gejów i lesbijek – GAYTEN. Ja natomiast reprezentowałam Bractwo Młodzieży Prawosławnej w Polsce.
Byłam w Trójmieście....
Słuchaj, a może ty pojedziesz? – Grzesiek (przewodniczący Bractwa) patrzył na mnie z nadzieją – od nas nikt nie chce....
Propozycja wyjazdu była dla mnie dość nieoczekiwana. Tak średnio mi to pasowało – tydzień poza szkołą, jakieś zaległości, pakowanie, dojazd... Ale z drugiej strony przemówiło do mnie Trójmiasto. Praktycznie tam nie byłam, więc z drugiej strony nic mi chyba nie szkodzi...
- No dobra, mogę jechać – do końca nie żałowałam tej decyzji.
Szczegółowy program był bardzo interesujący. Cały tydzień na Pomorzu – w Trójmieście i na Kaszubach. Mnóstwo zwiedzania. Spotkania z najróżniejszymi organizacjami – od ludowych kaszubskich zespołów po wspólny dom garstki ludzi niepełnosprawnych umysłowo i fizycznie...
Propozycja wyjazdu była dla mnie dość nieoczekiwana. Tak średnio mi to pasowało – tydzień poza szkołą, jakieś zaległości, pakowanie, dojazd... Ale z drugiej strony przemówiło do mnie Trójmiasto. Praktycznie tam nie byłam, więc z drugiej strony nic mi chyba nie szkodzi...
- No dobra, mogę jechać – do końca nie żałowałam tej decyzji.
Szczegółowy program był bardzo interesujący. Cały tydzień na Pomorzu – w Trójmieście i na Kaszubach. Mnóstwo zwiedzania. Spotkania z najróżniejszymi organizacjami – od ludowych kaszubskich zespołów po wspólny dom garstki ludzi niepełnosprawnych umysłowo i fizycznie...
Pascha na Woli
Sankt –Petersburg 1703 – 2003
Warszawa Centralna – Petersburg: 26 godzin pociągiem. Dworzec Witebski – prawie że śródmieście. Sankt-Petersburg to ogromne miasto, ma około 5 mln mieszkańców. Odległości są bardzo duże. Komunikacja miejska prawie nie działa, jest mnóstwo linii prywatnych, tak zwane „marszrutki” - minibusy od 12 do 25 miejsc. Gdyby nie było metra, miasto by zamarło. Tramwaje i trolejbusy ledwo sobie radzą na ulicach pełnych śniegu. Nie remontowane od kilkunastu lat pojazdy robią wrażenie starych gratów. Niekiedy zamiast szyb – dykta. Wszędzie ogromne zaspy śniegu. Straszne przeciągi i śnieg wpadający do buzi.
9 rano – ciemno. O wpół do 10 – wschód słońca. Wygląda to tak jakby ktoś zapalił 25-watową żarówkę w dużym, chłodnym i mrocznym pomieszczeniu. Kiedyś słyszałem określenie klimatu Petersburga: to jeden wielki pęcherz. Na szybach okien w bloku szadź od wewnątrz. Ale teraz i tak jest dobrze, w mieszkaniu jest w miarę ciepło. Mieszkańcy bloku mówili, że „grzać” zaczęto dopiero w listopadzie, śnieg leży od końca października. W nocy spali w czapkach...
9 rano – ciemno. O wpół do 10 – wschód słońca. Wygląda to tak jakby ktoś zapalił 25-watową żarówkę w dużym, chłodnym i mrocznym pomieszczeniu. Kiedyś słyszałem określenie klimatu Petersburga: to jeden wielki pęcherz. Na szybach okien w bloku szadź od wewnątrz. Ale teraz i tak jest dobrze, w mieszkaniu jest w miarę ciepło. Mieszkańcy bloku mówili, że „grzać” zaczęto dopiero w listopadzie, śnieg leży od końca października. W nocy spali w czapkach...
O miłosierdziu
27 stycznia 2003 roku miałam okazję wziąć udział w interesującym nabożeństwie. Było to spotkanie z serii modlitewnych spotkań ekumenicznych organizowanych przez Stowarzyszenie Pokoju i Pojednania „Effatha”, istniejące przy kościele parafialnym przy ulicy Lindleya. Temat refleksji brzmiał „Miłosierdzie – znakiem chrześcijan”.
W nabożeństwie wzięli udział przedstawiciele różnych wyznań – między innymi kościołów: Polskokatolickiego, Ewangelicko – Augsburskiego, Rzymskokatolickiego. Prawosławnych reprezentował chór katedry pw. św. Marii Magdaleny i pani Helena Kuprianowicz z „Siestriczestwa”.
W nabożeństwie wzięli udział przedstawiciele różnych wyznań – między innymi kościołów: Polskokatolickiego, Ewangelicko – Augsburskiego, Rzymskokatolickiego. Prawosławnych reprezentował chór katedry pw. św. Marii Magdaleny i pani Helena Kuprianowicz z „Siestriczestwa”.
Zapiski młodego ekumenisty. Część II: Lądowanie
Wiosną 2001 dotarło do mnie ogłoszenie, że Światowa Rada Kościołów ogłasza nabór stażystów. 5 osób z różnych kościołów i stron świata miało podjąć roczną pracę w siedzibie Rady w Genewie. Niesamowita sprawa – pomyślałem – przez cały rok przebywać w instytucjonalnym centrum dialogu między Chrześcijanami. A jeszcze móc zrobić coś pożytecznego, dołożyć swoją małą cegiełkę – po prostu bajka. Fajnie będzie temu, kto zostanie wybrany – rozmarzyłem się i rzuciłem wydruk na stertę makulatury. Mniej więcej dwóch tygodni inkubacji w głębinach umysłu i sera potrzebowała myśl, że przecież ja też mogę spróbować. Rodzina: „Jak nie spróbujesz, to możesz być pewien, że ci się nie uda”. O. Włodek Misijuk: „Na pewno warto”. Władyka Jakub też obiecał rekomendację.
Wygrzebałem ogłoszenie, zacząłem kompletować dokumenty. W końcu wysłałem wszystko w dużej szarej kopercie (takiej z foliowymi bąbelkami w środku). Mówiłem sobie bez złudzeń: „Pewnie tu się kończy Łukaszu twoja kariera stażysty ŚRK. Ale spróbowałeś – to się liczy”.
Wygrzebałem ogłoszenie, zacząłem kompletować dokumenty. W końcu wysłałem wszystko w dużej szarej kopercie (takiej z foliowymi bąbelkami w środku). Mówiłem sobie bez złudzeń: „Pewnie tu się kończy Łukaszu twoja kariera stażysty ŚRK. Ale spróbowałeś – to się liczy”.
Pelgrzymka zaufania przez ziemię, czyli z pamiętnika młodej chrześcijanki...
...Tak, chrześcijanki, ponieważ w miejscu, gdzie byłam nie grało roli wyznanie. Nie było też mile widziane ostentacyjne podkreślanie odrębności narodowej. Każdy jest tu po prostu pielgrzymem.
W tym roku wspólnota Taize postanowiła zebrać młodych ludzi z całego świata w Paryżu i regionie paryskim (czyli Ile de France). Tu właśnie w dniach 28.12.2002 – 1.01.2003 miała miejsce dwudziesta piąta już pielgrzymka zaufania przez ziemię.
Wbrew pozorom niewiele osób wie o wspólnocie założonej we francuskiej miejscowości Taize przez brata Rogera.. Bracia wyszli ponad podziały religijne, przekroczyli granice i wcielają w czyn hasła ekumeniczne w niezwykły sposób. Pomagają poznać jedność możliwą pośród różnorodnych chrześcijańskich tradycji i kultur. Ich działalność nie ogranicza się do organizacji zjazdów na przełomie roku, przy których zresztą pracują tysiące ochotników. Do Taize, mieściny we Francji, też ciągną pielgrzymi.
W tym roku wspólnota Taize postanowiła zebrać młodych ludzi z całego świata w Paryżu i regionie paryskim (czyli Ile de France). Tu właśnie w dniach 28.12.2002 – 1.01.2003 miała miejsce dwudziesta piąta już pielgrzymka zaufania przez ziemię.
Wbrew pozorom niewiele osób wie o wspólnocie założonej we francuskiej miejscowości Taize przez brata Rogera.. Bracia wyszli ponad podziały religijne, przekroczyli granice i wcielają w czyn hasła ekumeniczne w niezwykły sposób. Pomagają poznać jedność możliwą pośród różnorodnych chrześcijańskich tradycji i kultur. Ich działalność nie ogranicza się do organizacji zjazdów na przełomie roku, przy których zresztą pracują tysiące ochotników. Do Taize, mieściny we Francji, też ciągną pielgrzymi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











.jpg)






