Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Praskie środy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Praskie środy. Pokaż wszystkie posty

Praskie środy

Wiadomym jest, że tradycja w Kościele Prawosławnym ma duże znaczenie. Zwykle nie chodzi tylko o tradycję przez duże T, czyli Tradycję Świętą. Często pilnujemy także tradycji pisanych małą literą. I chyba do tej drugiej grupy trzeba zaliczyć środowe spotkania na Pradze (z całym szacunkiem dla uczestników...).

Zatem, zgodnie z wieloletnią tradycją (pytanie ilu-letnią?) wraz z rozpoczęciem roku akademickiego zaczęły się też na nowo praskie spotkania. Zgodnie z tradycją są przede wszystkim dla studentów (i studentek oczywiście), zgodnie z tradycją odbywają się w środy o 19.00 w domu parafialnym na Pradze, i – również zgodnie z tradycją – prowadzi je ks. Jerzy Tofiluk.

Ostatnia środa przed wakacjami.

5-go czerwca odbyło się ostatnie już przed wakacyjną przerwą spotkanie środowe na Pradze. Na prośbę swoich słuchaczy ksiądz Jerzy Tofiluk opowiadał o wymogach stawianych przed kandydatami na kapłana. Zanim jednak o owych wymogach, trzeba powiedzieć o jakiego kapłana chodzi.

Są bowiem dwa rodzaje kapłaństwa: powszechne i hierarchiczne. Powszechne dotyczy wszystkich chrześcijan. W tym rozumieniu także Ty, drogi Czytelniku/droga Czytelniczko jesteś „kapłanem stworzenia – dzięki swej mocy dziękczynienia i ofiarowywania stworzenia na powrót Bogu”[1]. Kapłan to nie tylko godność, to też pewne obowiązki: służenia, głoszenia, nauczania. Wyjątkowość kapłaństwa hierarchicznego wynika z wyjątkowości ofiary składanej w trakcie sprawowania Liturgii eucharystycznej. Do tego – do „sprawowania wielkiej Tajemnicy – Eucharystii” nie wszyscy są powołani; nie wszyscy są tego godni. Dlatego możliwość dostąpienia tego zaszczytu obwarowana jest określonymi wymogami. Przechodząc zatem do owych wymogów, są ich trzy rodzaje.

Praskie środy

Gdy tak sobie siedzę i myślę (co wcale nie oznacza, że jak stoję to nie myślę) i przychodzą mi do głowy różne myśli, chcący czy niechcący myślę o wakacjach. Wynika to pewnie z tego, że są one tuż tuż, a może też z tego, że pogoda jest już iście wakacyjna, a może też z tego, że wszyscy wkoło tylko o wakacjach i wakacjach.

Ale jednocześnie myślę także o praskich spotkaniach, których przez ten okres nie będzie. Może to i dobrze, bo zapomni się na pewien czas o teologii (oczywiście nie w zupełności), bo wakacje nie są od tego aby myśleć ale od tego aby od owego myślenia odpocząć, co wcale nie oznacza, że nie myśli się nad tym gdzie pojechać, czy też nad tym czy wydać pieniądze na piwo czy na lody, wreszcie czy popracować trochę czy zrobić sobie całkowitą labę. Nie oznacza to jednak, że popadam w czarną rozpacz i zaczynam rwać włosy z głowy czy też posypywać ją popiołem, bo przecież po wakacjach i to w dodatku wiadomo kiedy znów się spotkamy w gościnnych miejmy nadzieję progach praskiej parafii. Tyle smęcenia. Czas na konkrety.

Praskie środy

Każdy z nas zapewne zna pewną znaną maksymę: „Nic w przyrodzie nie ginie”. Kto ją pierwszy wypowiedział, kiedy i w jakich okolicznościach nie wiadomo, ale ważne, że jest i służy nam bardzo często dodając otuchy, gdy coś gdzieś się zawieruszy. Oczywiście nie zawsze jest ona prawdziwa, ale prawdziwe to może być to, że jutro będzie kolejny dzień roku, albo że cytuję: „na każde ciało zanurzone w cieczy działa ku górze siła wyporu równa co do wartości ciężarowi cieczy wypartej przez to ciało”. Koniec cytatu.

Dlaczego jednak ją wspominam, skoro nie ma ona zbyt dużo wspólnego z Praskimi Środami? Ano dlatego, że jednak ma i to dużo, jak choćby to, że każda środa jest po wtorku, a po środzie jest czwartek. Ale najważniejsze to, że jak nie ma spotkania w jedną środę, to będzie w następną, a jak nie w następną, to jeszcze w następną, aż w końcu... będzie, czyli czekajcie aż się doczekacie. Nie czekanie jest jednak najważniejsze, lecz treść. A oto i ona.

Środy na Pradze

Przypadła mi w udziale (oczywiście za moją zgodą) dość niewdzięczna praca. Chodzi mianowicie o relacje, czy - jak kto woli - wiadomości o tym, co się dzieje w parafii naszych odwiecznych "rywali" na Pradze. Jest to ogromny wysiłek, przede wszystkim psychiczny. Z dwóch powodów. Po pierwsze nie jestem warszawiakiem, tym bardziej prażaninem. Po drugie - bliższa memu sercu jest parafia na Woli i bardziej się orientuję, co się dzieje właśnie tutaj. Tematem poniższych i przyszłych słów wypowiedzianych na łamach tej gazety będą "sprawozdania" ze spotkań środowych z ks. rektorem Jerzym Tofilukiem, który prowadzi je już od kilkunastu lat. Jestem ich uczestnikiem i wielkim miłośnikiem od dawna (dokładniej - czterech lat). Poruszane są tu różne zagadnienia, ze szczególnym naciskiem na kwestie teologiczne. Ale nie brakuje też spraw społeczno-politycznych, kulturowych, ekonomicznych.

Praskie środy

Znów minęło kilka tygodni, a co najważniejsze i radosne (chociaż dla niektórych może smutne) minął stary, a zaczął się nowy rok, rok pełen jak wszystko, co nowe wyzwań, nadziei, wiary i miłości (nie tylko do wartości materialnych ale i duchowych, tych mniejszych i tych większych).

Okres przed- i poświąteczny zakłócił w znacznym stopniu systematyczność praskich spotkań, ale nie stanął na przeszkodzie temu, aby w ogóle przestały się one odbywać. Z tym większą satysfakcją, jak zwykle pokrótce, chciałbym przedstawić tym, którzy nie byli (niech żałują, bo warto było być) i przypomnieć tym, którzy uczestniczyli (myślę, że nie będą mi tego mieli za złe, że powtarzam coś, co już słyszeli) to co było na środowych schadzkach (niektórzy mogą je też nazwać randkami, szczególnie jeśli przychodzą na nie, aby spotkać się ze swoją sympatią lub przyszłą sympatią w ciepłej świetlicy i ciepłej atmosferze).

Praskie środy

Minęło kilka kolejnych tygodni, na przemian padał śnieg i deszcz, aż w końcu siarczysty mróz ścisnął, a spotkania na Pradze jak były tak i są. Żaden kataklizm w stylu "korek” lub zalanie połowy miasta z powodu awarii sieci wodno-kanalizacyjnej nie przeszkodzą temu, aby prawosławni studenci mogli przy ciastku i herbacie (‘Madras’, ‘Junan’ oraz miętowej, różanej, z czarnej porzeczki etc.) posłuchać wykładów, podyskutować, poopowiadać różne historyjki, spotkać przyszłego męża lub żonę. Ale to tytułem wstępu. Przejdę teraz do tego, co najciekawsze, czyli „Trochę teologii i historii Kościoła dla opornych (tych bardziej i tych mniej)”.