Która grupa wiernych jest liczniejsza: młodzieży szkół średnich czy emerytów i rencistów? To zależy oczywiście gdzie. Czy w komputerze proboszcza, czy na służbie Bożej. W niedzielę, bo w sobotę na wieczerni młodzieży nie ma prawie w ogóle i nie ma co porównywać. Jest weekend i młodość, jak mówi przysłowie, musi się wyszumieć.
No to jak jest? Duże lody stawiam temu, kto znajdzie parafię w Polsce, gdzie na wieczerni i niedzielnej liturgii będzie więcej młodzieży niż emerytów i rencistów (oprócz seminarium i obozów Bractwa). Proszę pisać na adres naszej gazetki.
Na razie ubolewam, że młodzieży w cerkwi nie ma. A to, że dwudziestu młodych przyjdzie i optycznie wygląda to na dużo w małej cerkiewce, to nikogo cieszyć nie może. Na listach proboszczów jest ich wiele razy więcej. Przecież dla ciągłości życia parafii młodzież jest niezbędna. Nie ma się co łudzić. Starsze pokolenie kiedyś odejdzie. Dwudziestoosobowa parafia nie będzie w stanie utrzymać budynku cerkwi, nie mówiąc o proboszczu i plebanii.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nr 10/1999. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nr 10/1999. Pokaż wszystkie posty
Co w trawie piszczy albo kronika wydarzeń dziwnych i ciekawych
22 lipca 1999, Rzeczpospolita w artykule „Chrystus bez brody” informuje:
„21.07 na londyńskim Trafalgar Square ustawiono posąg Chrystusa z okazji uroczystości milenijnych. Wykonany z marmuru pomnik przedstawia Jezusa z Nazaretu, który jest ogolony do gołej skóry i nie ma brody. „Sądzę, że każde stulecie tworzy wizerunek Chrystusa zgodny z duchem czasów. Ogolona głowa przypomina o ofiarach holokaustu i o więźniach wojennych” - powiedział twórca monumentu Mark Willinger”.
Proponuję ubrać Go jeszcze w pasiaki i dorzeźbić esesmana z wilczurem. Z pewnością jeszcze bardziej będzie upamiętniał tych, którzy zginęli w obozach koncentracyjnych i w ogóle w czasie wojny. Ciekawi mnie tylko jedno: dlaczego „religia Holokaustu” musi sięgać po tak brutalne dla chrześcijan środki przypominania o losie osób, które poniosły tragiczną śmierć na początku lat czterdziestych? Dlaczego wieczna osoba Chrystusa ma być wizerunkiem naszych czasów i jakichkolwiek czasów? Wreszcie, czy każdy może sobie wyobrażać Chrystusa według własnego widzimisię? Po co więc potrzebny jest Kościół, co należy rozumieć przez pojęcie soborowości? Najprościej będzie jak stworzymy sami sobie jakiegoś tam pseudo-Chrystusa, który będzie symbolem czegoś tam i w zależności od potrzeby chwili będziemy ten wizerunek zmieniać.
„21.07 na londyńskim Trafalgar Square ustawiono posąg Chrystusa z okazji uroczystości milenijnych. Wykonany z marmuru pomnik przedstawia Jezusa z Nazaretu, który jest ogolony do gołej skóry i nie ma brody. „Sądzę, że każde stulecie tworzy wizerunek Chrystusa zgodny z duchem czasów. Ogolona głowa przypomina o ofiarach holokaustu i o więźniach wojennych” - powiedział twórca monumentu Mark Willinger”.
Proponuję ubrać Go jeszcze w pasiaki i dorzeźbić esesmana z wilczurem. Z pewnością jeszcze bardziej będzie upamiętniał tych, którzy zginęli w obozach koncentracyjnych i w ogóle w czasie wojny. Ciekawi mnie tylko jedno: dlaczego „religia Holokaustu” musi sięgać po tak brutalne dla chrześcijan środki przypominania o losie osób, które poniosły tragiczną śmierć na początku lat czterdziestych? Dlaczego wieczna osoba Chrystusa ma być wizerunkiem naszych czasów i jakichkolwiek czasów? Wreszcie, czy każdy może sobie wyobrażać Chrystusa według własnego widzimisię? Po co więc potrzebny jest Kościół, co należy rozumieć przez pojęcie soborowości? Najprościej będzie jak stworzymy sami sobie jakiegoś tam pseudo-Chrystusa, który będzie symbolem czegoś tam i w zależności od potrzeby chwili będziemy ten wizerunek zmieniać.
Grzech i jego konsekwencje
Poniższy artykuł jest kontynuacją cyklu "Symbol wiary" publikowanego od siódmego numeru „Artosa”
Słowo grzech dosłownie znaczy „stracić ślad, zgubić się”. Oznacza klęskę tego, czym człowiek powinien być i co powinien robić. Pierwotnie człowiek został stworzony, aby być obrazem Boga, aby żyć w unii z Bożym istnieniem i aby rządzić całym stworzeniem. Klęska ludzka w tych powinnościach jest także nazywana jego upadkiem. Upadek człowieka oznacza, że zawiódł on w działaniach, do których powołał go Bóg. Takie jest znaczenie 3 rozdziału Księgi Rodzaju. Został on omamiony przez zło wiarą, że z własnej woli może być taki, jak Bóg. W tradycji prawosławnej skosztowanie owocu z „drzewa wiadomości dobrego i złego” jest interpretowane jako zasmakowanie zła, dosłownie - jako doświadczenie jego istoty. Czasami jest także tłumaczone (jak u św. Grzegorza Teologa) jako dążenie człowieka do czegoś, co jest poza jego możliwościami; jako dążenie do czegoś, czego nie może zrealizować za pomocą własnych sił. Niezależnie od interpretacji historii z Księgi Rodzaju, najważniejszy pozostaje fakt, że człowiek nie sprostał swojemu pierwotnemu powołaniu. Nie był posłuszny Bożemu poleceniu z powodu swojej dumy, zazdrości i braku pokornej wdzięczności dla Boga ulegając kuszeniu Szatana. Tak człowiek zgrzeszył, tak „stracił ślad, obraz” i tak przekroczył Prawo Boże (1 Jan 3:4). Zrujnował siebie i stworzenie Boże, które było mu dane dla sprawowania opieki nad nim. Przez swój grzech człowiek poddał siebie i i wszystko, co zostało stworzone zasadom zła i śmierci.
Słowo grzech dosłownie znaczy „stracić ślad, zgubić się”. Oznacza klęskę tego, czym człowiek powinien być i co powinien robić. Pierwotnie człowiek został stworzony, aby być obrazem Boga, aby żyć w unii z Bożym istnieniem i aby rządzić całym stworzeniem. Klęska ludzka w tych powinnościach jest także nazywana jego upadkiem. Upadek człowieka oznacza, że zawiódł on w działaniach, do których powołał go Bóg. Takie jest znaczenie 3 rozdziału Księgi Rodzaju. Został on omamiony przez zło wiarą, że z własnej woli może być taki, jak Bóg. W tradycji prawosławnej skosztowanie owocu z „drzewa wiadomości dobrego i złego” jest interpretowane jako zasmakowanie zła, dosłownie - jako doświadczenie jego istoty. Czasami jest także tłumaczone (jak u św. Grzegorza Teologa) jako dążenie człowieka do czegoś, co jest poza jego możliwościami; jako dążenie do czegoś, czego nie może zrealizować za pomocą własnych sił. Niezależnie od interpretacji historii z Księgi Rodzaju, najważniejszy pozostaje fakt, że człowiek nie sprostał swojemu pierwotnemu powołaniu. Nie był posłuszny Bożemu poleceniu z powodu swojej dumy, zazdrości i braku pokornej wdzięczności dla Boga ulegając kuszeniu Szatana. Tak człowiek zgrzeszył, tak „stracił ślad, obraz” i tak przekroczył Prawo Boże (1 Jan 3:4). Zrujnował siebie i stworzenie Boże, które było mu dane dla sprawowania opieki nad nim. Przez swój grzech człowiek poddał siebie i i wszystko, co zostało stworzone zasadom zła i śmierci.
Czy ekumenizm może zniszczyć jedność Prawosławia?
Poniższe słowa pochodzą z listu, który otrzymaliśmy w ostatnim czasie od jednego z naszych Czytelników ze wschodniej Polski. Pozwoliliśmy sobie na zamieszczenie dość dużej jego części, gdyż temat, który jest w tym liście poruszony, ma wielkie znaczenie. Zdajemy sobie sprawę z faktu, że pewne stwierdzenia i komentarze są bezkompromisowe i mogą wzbudzić kontrowersje, ale może o takich właśnie kontrowersyjnych sprawach warto jest pisać? Spróbujmy się przekonać.
Przez kilkadziesiąt ostatnich lat w ruchu ekumenicznym wydarzyło się wiele bardzo niepokojących rzeczy. Szczególnie dotyczy to ostatnich kilku lat, kiedy to nasiliły się naciski na zbliżenie już nie tylko między chrześcijanami, ale także między chrześcijanami i buddystami, hinduistami, muzułmanami, żydami a nawet wszelkiego rodzaju pogańskimi sektami; i zauważalny stał się coraz większy udział w tym ruchu członków Cerkwi prawosławnej z Patriarchatem Konstantynopola na czele. Miejsce religii ekumenizmu (czy może raczej ekukomizmu, bo taki ma ona wymiar) zostaje zastąpione religią New Age, które zbiera coraz większe żniwo. Najbardziej bolesne jest, że ostoja prawdziwej wiary Chrystusowej i tradycji – prawosławie – poddaje się coraz bardziej wpływom tego ogólnoświatowego ruchu i próbuje wciągać w jego orbitę coraz więcej lokalnych Cerkwi, a tych którzy się tym zabiegom nie poddają, odsuwa na boczny tor i traktuje jako wyrzutków, dziwaków ogarniętych manią zniszczenia wiary ojców, a niekiedy wręcz jako schizmatyków i heretyków.
Przez kilkadziesiąt ostatnich lat w ruchu ekumenicznym wydarzyło się wiele bardzo niepokojących rzeczy. Szczególnie dotyczy to ostatnich kilku lat, kiedy to nasiliły się naciski na zbliżenie już nie tylko między chrześcijanami, ale także między chrześcijanami i buddystami, hinduistami, muzułmanami, żydami a nawet wszelkiego rodzaju pogańskimi sektami; i zauważalny stał się coraz większy udział w tym ruchu członków Cerkwi prawosławnej z Patriarchatem Konstantynopola na czele. Miejsce religii ekumenizmu (czy może raczej ekukomizmu, bo taki ma ona wymiar) zostaje zastąpione religią New Age, które zbiera coraz większe żniwo. Najbardziej bolesne jest, że ostoja prawdziwej wiary Chrystusowej i tradycji – prawosławie – poddaje się coraz bardziej wpływom tego ogólnoświatowego ruchu i próbuje wciągać w jego orbitę coraz więcej lokalnych Cerkwi, a tych którzy się tym zabiegom nie poddają, odsuwa na boczny tor i traktuje jako wyrzutków, dziwaków ogarniętych manią zniszczenia wiary ojców, a niekiedy wręcz jako schizmatyków i heretyków.
Refleksje o dwóch płucach
Nie ma zaś dla mnie większej radości, jak słyszeć, że dzieci moje żyją w prawdzie. (3 J 4)W pamiętnym filmie Machulskiego "Kingsajz" jest scena, w której władca krasnoludkowego państwa Szuflandii przedstawia plan pokonania przeciwników: „my ich tak długo będziemy kochać, aż oni nas pokochają”. To stwierdzenie przywódcy krasnali wydaje się dobrze odzwierciedlać strategię obraną przez hierarchię rzymskokatolicką na polu ekumenizmu. Każdy chyba spotkał się z tajemniczym sformułowaniem "dwa płuca chrześcijaństwa", wylansowanym przez papieża Jana Pawła II. W świetle tego stwierdzenia chrześcijaństwo posiada, na podobieństwo ludzkiego ciała, dwa płuca, rzymskokatolickie i prawosławne, które wzajemnie dopełniają się umożliwiając prawidłowe funkcjonowanie organizmu. "Rozdzielenie" obu płuc sprawia, że "organizm" - Kościół Chrystusa - cierpi z powodu rozdarcia i braku pełni.
Odciski palców Stwórcy?
Jeśli mi kto udowodni jak a+b, że prawda nie jest po stronie Chrystusa, ja zostanę z Chrystusem. Fiodor Dostojewski
„Jest królem izraelskim; niech teraz zstąpi z krzyża; a uwierzymy w niego” (Mt. 27.43) - krzyczały tłumy widząc ukrzyżowanego Chrystusa. Daj znak z niebios, odsłoń Prawdę, a otworzymy przed Tobą nasze serca - prosimy zmęczeni kolejną nieudaną próbą ogarnięcia świata naszym rozumem. Ale Bóg milczy. Próbujemy jeszcze raz. Znowu milczenie. Powoli dajemy spokój. Nagle jakby Coś... Nie, wydawało nam się. Zbieg okoliczności, ot i tyle. Przestajemy się wsłuchiwać, bo i po cóż, skoro nikt nie odpowiada. Ale też nie zaprzestajemy dopełniania „obowiązków religijnych”. Na wszelki wypadek, bo do końca nigdy nic nie wiadomo. Może rzeczywiście Ktoś Jest? Na tę ewentualność trzeba się zabezpieczyć.
O cerkwi pod wezwaniem Świętej Równej Apostołom Marii Magdaleny w Darmstadt
Już po raz trzeci w moim życiu zatrzymałam się na dłużej pod obcym niebem. Jest środek lata. Czwarty sierpnia. Święto. Ktoś wiezie mnie do Darmstadt. Śpieszymy się, chociaż i tak wiem, że nie zdążę na Liturgię. Ostatnia „zachożanka” stawia ostatnią świeczkę. Potem jest mi smutno: trwa agapa - siadam na zimnych schodach i czekam na odpowiednią chwilę. Chcę porozmawiać z batiuszką o „die russische orthodoxe Kirche der Hl. Apostelgleichen Maria Magdalena in Darmstadt”. Ojciec Sławomir Iwaniuk z Bielska Podlaskiego, opiekuje się parafią od roku 1987. Służba odbywa się tu w każdą pierwszą niedzielę miesiąca w języku niemieckim, następnie w trzecią niedzielę w języku staro-cerkiewno-słowiańskim. W drugą i czwartą niedzielę służba jest celebrowana w języku staro-cerkiewno-słowiańskim w Wiesbaden, gdzie ojciec mieszka.
Rumunia nieznana
Rumunia kojarzy nam się - powiedzmy to szczerze - z brudem, smrodem i ubóstwem. I niesłusznie, bo w takim np. Siedmiogrodzie ulice są czystsze niż w naszej "porządnej" Wielkopolsce. Dziwne? Dziwne, ale prawdziwe. Niektórzy uważają też żebrzących na naszych ulicach rumuńskich Cyganów za prawdziwych Rumunów, co również nie jest prawdą. Zagadką pozostanie też, dlaczego obłąkany dyktator nie prześladował zbyt mocno Cerkwi. Jest jednak faktem, że dzięki tej postawie Nicolae Ceaecescu, rumuńskie prawosławie całkiem dobrze przetrwało ciemny okres komunizmu. Publicysta warszawskiego miesięcznika „Więź” Jacek Borkowicz napisał niedawno: „już na pobieżny rzut oka widać, że prawosławna religijność przenika codzienne życie Rumunów. I to bynajmniej nie tylko tych tradycyjnych, mieszkających na wsi. Bukareszteńczyk, przechodzący ulicą przed wejściem do jednej z dwustu cerkwi swojego miasta, żegna się szerokim, potrójnym krzyżem. Robią to w zasadzie wszyscy, nawet odziana na sportowo młodzież ... w sądach przysięgę składa się przez położenie ręki na Biblii, a krzyż wiszący w sali parlamentu nie wzbudza niczyich protestów.” Przede wszystkim zaś w Rumunii działa po dziś dzień około trzystu monasterów i skitów. I choć również naszym rumuńskim braciom w wierze zdarzają się "wpadki" (np. niezrozumiałe dla nikogo zaproszenie papieża do Bukaresztu), to można chyba powiedzieć, że Rumunia ze swoją liczną i prężną Cerkwią stanowi "trzecią siłę" w prawosławiu, obok Rosji i Grecji.
Zanim wystartujemy...
Wiem, że tym, co za chwilę napiszę, narażę się niejednej osobie. Nie chodzi tu o grożące mi terrorystyczne zamachy ale raczej o pełne politowania kiwanie głową i wymowne pukanie wskazującym palcem w okolice czoła. Ale trudno, piszę.
Nareszcie jesień. Hurra! Nareszcie szkoła!
Naprawdę się cieszę! I nie znaczy to, że wolę atmosferę zakurzonej czytelni od krystalicznego powietrza górskiego a kolokwia i egzaminy nadają sens mojemu życiu. Nie. Raczej stęskniłam się za tymi, z którymi przez ponad dziewięć miesięcy akademickiego roku spędzam niedziele, wieczory środowe itp. To trochę tak, jak w tym dowcipie o Finie, Szwedzie i Norwegu, którzy uwięzieni na bezludnej wyspie wreszcie łapią złotą rybkę. Tradycyjnie każdy ma do dyspozycji jedno życzenie. Szwed i Norweg marzą o powrocie do swych żon, dzieci, do kumpli, do pracy. Gdy złota rybka ich tam przenosi i na wyspie pozostaje tylko Fin, ten patrzy na opustoszałą okolicę, myśli chwilę i prosi: „Złota rybko, spraw aby Szwed i Norweg byli tu z powrotem”.
Nareszcie jesień. Hurra! Nareszcie szkoła!
Naprawdę się cieszę! I nie znaczy to, że wolę atmosferę zakurzonej czytelni od krystalicznego powietrza górskiego a kolokwia i egzaminy nadają sens mojemu życiu. Nie. Raczej stęskniłam się za tymi, z którymi przez ponad dziewięć miesięcy akademickiego roku spędzam niedziele, wieczory środowe itp. To trochę tak, jak w tym dowcipie o Finie, Szwedzie i Norwegu, którzy uwięzieni na bezludnej wyspie wreszcie łapią złotą rybkę. Tradycyjnie każdy ma do dyspozycji jedno życzenie. Szwed i Norweg marzą o powrocie do swych żon, dzieci, do kumpli, do pracy. Gdy złota rybka ich tam przenosi i na wyspie pozostaje tylko Fin, ten patrzy na opustoszałą okolicę, myśli chwilę i prosi: „Złota rybko, spraw aby Szwed i Norweg byli tu z powrotem”.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







.jpg)