Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nr 6/1998. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nr 6/1998. Pokaż wszystkie posty

Rozważania zielonoświątkowe

Kulawy wóz ekumenizmu
Raz do roku, gdzieś pod koniec wiosny, są święta zwane zielonymi. Czasem nazywa się je Pięćdziesiątnicą i to jest chyba ciekawsze określenie. Pięćdziesiąty dzień po Passze świętowali już żydzi jako Szawuot. Siedem tygodni po siedem dni pomiędzy Pesach a Szawuot zwane są dniami obliczania. Są dniami żałoby dla uczniów rabina Akiby, męczennika z powstania Bar Kochby.

Tyle może o żydach. Mam wrażenie, że ostatnio zbyt dużo się o nich mówi. Zwłaszcza, w kontekście ciągłego przepraszania. Nawiasem mówiąc, ciekaw jestem, kiedy prawosławni też zaczną przepraszać żydów, idąc śladem innych kościołów.

Dzieci w cerkwi

"Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie i nie zabraniajcie im. Albowiem do nich należy Królestwo Boże” (Łk 18,16)
Obowiązkiem nas, jako Prawosławnych Chrześcijan jest przyprowadzanie naszych dzieci do Boga. Aby to uczynić nie wystarczy ochrzcić dziecko, a potem prowadzać regularnie na Liturgię. Owszem, ciałem wtedy jest ono w Cerkwi. Ale jego myśli, jego dusza, znajdują się nieraz bardzo daleko. Często zapominamy o wytłumaczeniu dziecku kim jest Bóg i czym jest Cerkiew. Ignorujemy tez jego znudzenie i zniecierpliwienie w czasie Liturgii. Jeżeli tak będziemy postępować, dziecko opuści Cerkiew, gdy tylko dorośnie. I my będziemy za to odpowiedzialni.

Pytania do pana Jerzego N.

Z jak zwykle ogromnym zaciekawieniem i nadziejami na ciekawą lekturę sięgnąłem po kolejny numer świątecznego wydania Gazety Wyborczej. I oto moim oczom wśród wielu reportaży, historii, recenzji ukazał się wywiad z uznawanym za jednego z największych świeckich teologów prawosławnych w Polsce, bardzo cenionym malarzem i krytykiem, twórcą wielu cerkiewnych i kościelnych polichromii - prof. Jerzym Nowosielskim. Z tym większym zainteresowaniem wziąłem się za czytanie owego wywiadu, przeprowadzonego przez Dariusza Suskę.

Chciałbym także szanownemu czytelnikowi, szczególnie tym, którzy nie mieli okazji zetknąć się z tym wydaniem Gazety, przybliżyć co ciekawsze fragmenty owej bardzo pouczającej rozmowy.

Cerkiew św. Jana Klimaka na Woli

W moich poprzednich artykułach przewinęły się historie warszawskich cerkwi, tych istniejących i tych będących jedynie wspomnieniem, ale zapomniałem o tej chyba najważniejszej. Chodzi mi mianowicie o cerkiew św. Jana Klimaka, do której my, "wolscy" studenci chodzimy co każdą niedzielę. Tam wspólnie modlimy się, przy niej się spotykamy i zawiązujemy nowe przyjaźnie. Dla mnie osobiście jest miejscem, do którego najchętniej przychodzę w Warszawie (oczywiście, od razu wykluczyłem moją uczelnie).

A oto jej krótka historia :

Fundatorem wolskiej cerkwi był prawosławny arcybiskup Warszawski Hieronim (Egzemplerski). Wzniesiono ją na niewielkiej działce przylegającej do wschodniej części cmentarza warszawskiego, którą zakupił sam arcybiskup. Za budową cerkwi przemawiały względy zarówno obiektywne jak i bardziej osobistej natury. Mianowicie, istniejąca dotychczas na cmentarzu cerkiew Matki Boskiej Włodzimierskiej była zbyt mała w stosunku do potrzeb, zaś jej zewnętrzna szata za bardzo przypominała kościoły katolickie. Bezpośrednią jednak przyczyną był śmierć syna arcybiskupa – malarza Jana Iljicza 8 VIII 1902r. w Piatigorsku, na pamiątkę którego – o czym mówi stosowny napis na granitowej tablicy erekcyjnej umieszczonej w zewnętrznej ścianie – wzniesiono cerkiew.

Praskie środy

Gdy tak sobie siedzę i myślę (co wcale nie oznacza, że jak stoję to nie myślę) i przychodzą mi do głowy różne myśli, chcący czy niechcący myślę o wakacjach. Wynika to pewnie z tego, że są one tuż tuż, a może też z tego, że pogoda jest już iście wakacyjna, a może też z tego, że wszyscy wkoło tylko o wakacjach i wakacjach.

Ale jednocześnie myślę także o praskich spotkaniach, których przez ten okres nie będzie. Może to i dobrze, bo zapomni się na pewien czas o teologii (oczywiście nie w zupełności), bo wakacje nie są od tego aby myśleć ale od tego aby od owego myślenia odpocząć, co wcale nie oznacza, że nie myśli się nad tym gdzie pojechać, czy też nad tym czy wydać pieniądze na piwo czy na lody, wreszcie czy popracować trochę czy zrobić sobie całkowitą labę. Nie oznacza to jednak, że popadam w czarną rozpacz i zaczynam rwać włosy z głowy czy też posypywać ją popiołem, bo przecież po wakacjach i to w dodatku wiadomo kiedy znów się spotkamy w gościnnych miejmy nadzieję progach praskiej parafii. Tyle smęcenia. Czas na konkrety.

Coś o religiach Wschodu

Na ulicach Warszawy często możemy spotkać ludzi rozdających przeróżne ulotki. Zwykle są to reklamówki, które czyta mało kto, za to każdy szybko wyrzuca do kosza. Jeden typ takich ulotek podejrzanie mnie zaciekawił. Były to zaproszenia na spotkania, wspólne śpiewania, czy wykłady, gdzie profesjonalni wykładowcy mieli zaszczyt powiedzieć nam jak poznać Prawdę i sens życia. Pomóc nam poznać głębię religii i filozofii wschodu. Czasem oficjalnie i osobiście zaczepi nas „Harekrysznowiec” i będzie wciskał bajki o swoim „wspaniałym” bożku. Dobry to chwyt na młode dziewuchy ale nie tylko one są naiwne i ulegają złudzeniom. Czym właściwie są wschodnie religie? Czy warto się nimi zajmować?

Zapiski apologetyczne

O prawosławiu w Polsce krążą najdziwaczniejsze nieraz mity i opinie (szczegóły patrz w 1 numerze „Artosa”). Na miano legendarnej zasługuje np. opinia, że „prawosławni nie czczą Matki Bożej”, rozpowszechniona wśród prostego katolickiego ludu na Podlasiu i powtórzona niegdyś w telewizji przez spikera Miecugowa. Często jednak zdarza się, że opinie, delikatnie mówiąc niecałkiem słuszne, na temat prawosławia wygłaszają ludzie wykształceni, nastawieni pro-ekumenicznie, słowem - światli. Opinie te krążą później w sferach tzw. inteligencji katolickiej, tworząc zafałszowany obraz prawosławnej wiary i tradycji. Poniżej chciałbym przedstawić trzy z tego typu opinii, które wydały mi się szczególnie charakterystyczne dla „oświeconych” krytyków prawosławia. Wszystkie pochodzą z książki „Wyzwanie wobec śmierci” włoskiego publicysty katolickiego Vittoria Messori, wydanej w Polsce przez krakowskie „wydawnictwo m”.

Trójjedyny Bóg

„Gdy mówię o Bogu, mówię o Ojcu, Synu i Duchu Świętym” - pisze św. Grzegorz z Nazjanzu. Nauka o Trójcy Świętej w greckiej teologii patrystycznej zawsze była sprawą doświadczenia religijnego - liturgicznego, mistycznego i często poetyckiego. Znajduje się ona w samym centrum bizantyjskiego doświadczenia religijnego: Trójca immanentna przejawia się jako zbawcze objawienie Boga w historii.

Sama w sobie nauka o Trójcy Świętej pozostaje nie w pełni zrozumiała, jeśli nie uprzytomnimy sobie , że jej celem jest podtrzymywanie chrystologicznych i pneumatologicznych założeń: wcielony Logos i Ducha Świętego spotykamy i doświadczamy najpierw jako boskie czynniki zbawienia i tylko wtedy odkrywamy również, że są one w istocie swej jednym Bogiem.

Gorlice po raz drugi

Wiosna przywitała nas barwami zieleni i letnią pogodą i wraz z nią pojawiła się ochota na wyjazd poza obręb naszej „Kochanej Stolicy”.

Moja siostra już dawno planowała drugi wyjazd do Gorlic. Zaprosiła nas do siebie – „ubiegłoroczna uczestniczka naszych spotkań młodzieżowych” – Lidka (która zapewne wszyscy pamiętają).

Z decyzją zwlekałem prawie do ostatniej chwili. Jednak zdecydowałem się i jak się później okazało – było warto.

Pięćdziesiątnica

Pięćdziesiątnica jest dniem narodzin Kościoła i chwałą udzieloną uczniom po Wniebowstąpieniu. Tego dnia, znanego w tradycji żydowskiej jako Szawuot, zgodnie z obietnicą Zbawiciela zstępuje na apostołów Pocieszyciel, Duch Prawdy. Wg świadectwa Apostoła Łukasza uczniowie „byli razem w jednym miejscu”
(Dz 2, 1), kiedy przyszedł Ten, który miał nauczyć i przypomnieć im wszystko to, co usłyszeli od Jezusa Chrystusa (J 14, 26). Samo przebywanie Apostołów w jednym miejscu może świadczyć o ich jedności i zgodności ich woli na to, co się wydarzy. Skupiają się wokół Bogarodzicy, czyli Tej, która stała się naczyniem godnym, by zmieścić w sobie Nieogarniętego. Mimo, że nie ma już z nimi Nauczyciela nie ogarnia ich panika, nie rozpraszają się jak to miało miejsce po Jego aresztowaniu. Już samo zebranie się uczniów jest wstępnym działaniem Świętego Ducha, działaniem integrującym, stanowiącym zaczyn nowego Przymierza i nowego Przybytku. Pragnienie Chrystusa : „Jeruzalem, Jeruzalem (...), ileż to razy chciałem zgromadzić dzieci twoje, jak kokosz zgromadza swoje pisklęta pod skrzydła, a nie chcieliście” (Łk 13, 34) zostaje urzeczywistnione pośród nowego Izraela.

Nowy zwierzchnik Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego

Postanowieniem Św. Synodu Biskupów PAKP w pełnym ośmioosobowym składzie 12 maja br. Arcybiskup Białostocki i Gdański został obrany Metropolitą Warszawskim i całej Polski. Uroczysta intronizacja nowego Metropolity odbyła się w Warszawie w niedzielę 31 maja. Na tą wielką historyczną uroczystość przybyło wielu gości zagranicznych i krajowych. Przybyli przedstawiciele dwunastu autokefalicznych kościołów prawosławnych, Patriarcha Konstantynopola delegował biskupa Paryża Jeremiasza. Byli przedstawiciele patriarchatów Aleksandrii, Antiochii, Moskwy, Serbii, Bułgarii i Rumunii. Ponadto w uroczystościach wzięli udział przedstawiciele Kościołów autokefalicznych Gracji, Albanii, Ameryki, Czechosłowacji i Finlandii.

Galeria Faras

O freskach z Faras słyszałem wiele lat temu. Wiedziałem, że było to znaczące odkrycie archeologiczne prof. Kazimierza Michałowskiego. Gdzieś w Afryce odnalazł on wczesnochrześcijańskie freski.

Wizyty w Muzeum Narodowym w Warszawie oraz lektura pozwoliły mi na poznanie historii malowideł z Faras. Ale dla mnie osobiście dużym odkryciem było stwierdzenie, które znalazłem w opracowaniach poświęconych odkryciu w Faras, że malowidła te są bizantyjskie. Pochodzą z chrześcijańskiej niegdyś krainy w Afryce, zwanej Numbią. Znajdowały się w katedrze w Pachoras (Faras). Zgodnie z ustaleniami naukowców, powstały w okresie od VIII do XIV wieku. Według przypuszczeń prof. Michałowskiego wzorami dla faraskich malowideł mogły być ikony. Na uwagę zasługuje również to, że wczesne malowidła z katedry w Faras powstały w okresie ikonoklazmu (obrazoburstwa), który w Bizancjum doprowadził do zniszczenia wielu ikon, toteż malowidła w farskiej katedrze leżącej na prowincji cesarstwa są tym znaczniejsze.