Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oluszka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oluszka. Pokaż wszystkie posty

"Przed odrodzeniem supraskiego monasteru..."


... to tytuł książki autorstwa Walentyny Makal.

Wydano ją w Drukarni Monasteru Supraskiego. O tym miejscu słyszała większość prawosławnych w Polsce. Ale prawosławni w Supraślu to nie tylko mnisi, ale też (a może przede wszystkim) suprascy parafianie.

Oczywiście kilka zdań porządkujących chronologię wydarzeń związanych z historią monasteru również się w tej książce znalazło. Najistotniejsza jest tu ponad półwieczna działalność parafii, krótka w porównaniu z pięcioma wiekami od momentu założenia monasteru, ale nie mniej burzliwa.

Nawet dla mieszkańców najbliższej okolicy (do których się zaliczam) nie były jasne wszystkie szczegóły walki o te świątynie oraz możliwość swobodnego wyznawania swojej wiary i odprawiania obrzędów religijnych. Znalazłam tu informacje, których brakowało mi do w miarę pełnego obrazu dziejów cerkwi supraskich. Reprodukowano też dokumenty i pisma urzędowe, które uświadamiają trudności i determinację parafian oraz dwóch ich niezwykłych proboszczów w nierównych sporach z władzami. Nie mniej ciekawe są zdjęcia zrobione w czasie pięćdziesięciu lat parafii (ze słodkim zdjęciem pierworodnego wnuka o. Aleksandra Makala – ciekawe, co z niego wyrosło?).

Gniazdo

Dom kojarzył mi się zawsze tylko z jednym miejscem. Wioseczka, dom rodzinny kawałek za wsią, dwie stodoły w szczerym polu… i to, co w nim najważniejsze: duch rodziny…

Tak na dobrą sprawę nie mieszkam tam już od ośmiu lat, od czasu liceum. Zawsze jednak było to miejsce, gdzie się wracało na sobotę i niedzielę, potem – żeby odpocząć od zajęć na studiach, choć raz w miesiącu, a teraz – tylko w święta. Bywam już tylko wyglądanym z niecierpliwością gościem. Czterogodzinna podróż do domu ciągnie się w nieskończoność.

Tym razem jednak zastałam mój dom pustym. Nic nie jest już takie samo i nigdy już nie będzie. Każdy poszedł w inną stronę, rozjechaliśmy się na studia, do pracy… Została tylko babcia na posterunku. Dopiero w sobotę na chwilę wszystko wróci do stanu przypominającego ten dawny rodzinny nastrój. Do niedzielnego wieczoru, kiedy wszyscy się rozjadą…

Młodzież o relacji płci…

Na Bałtycką Konferencję Młodzieży, która odbyła się między 7 a 14 września tego roku, trafiłam zupełnie przypadkiem. Drogą elektroniczną dostałam zaproszenie z Centrum Współpracy Młodzieży z siedzibą w Gdańsku, które zajmowało się rekrutacją delegatów na to spotkanie ze strony Polski. Pomyślałam: dlaczego by nie pojechać? W końcu nieczęsto mam okazję do udziału w międzynarodowym spotkaniu młodych ludzi. To byłby mój pierwszy taki wyjazd. Nie miałam problemów z zakwalifikowaniem się, bo Centrum już zna Bractwo Młodzieży Prawosławnej w Polsce, które reprezentowałam.

W trakcie poprzednich spotkań poruszano np. tematy mniejszości narodowych na terenie państw bałtyckich. Tematem kolejnej konferencji może być praca z tzw. młodzieżą ryzyka, zagrożoną patologiami społecznymi. Temat tegorocznego spotkania brzmiał Gender Relations, czyli Relacje Płci. Niestety nie było równowagi między męską, a żeńską częścią delegatów: dziewczyny wygrały na tym polu 3:1. Czyżby panowie nie czuli się mocni w rozmowach na ten temat? Sześcioosobowa delegacja polska była niestety w stu procentach żeńska.

Wydarzyło się...

*

Kiedy organizujemy jakieś spotkanie albo wspólny wyjazd, największy problem stanowi najczęściej pasujący wszystkim termin. Tym razem udało się zebrać większą grupę spośród osób uczestniczących w niedzielnych wolskich spotkaniach studentów i wyjść do kina.

Nieocenieni okazali się tu nasi ludzie w pewnej firmie telekomunikacyjnej (podanie nazwy mogłoby być niezasłużoną reklamą), którzy poświęcili swój czas i firmowe minuty na zawiadomienie wszystkich. Poczta pantoflowa też zrobiła swoje, dzięki temu we wtorek 20.05. pod Kinoteką zebrało się 16 osób: studentów byłych, obecnych i przyszłych – ponieważ przyłączyły się do nas także wolskie licealistki. (Zapraszamy częściej!)

Film? Oczywiście „Matrix. Reaktywacja”, który akurat wtedy dopiero co wszedł na ekrany kin. Niestety (a może na szczęście dla innych widzów na sali?) nie dostaliśmy miejsc w jednym rzędzie. Po seansie zdania o nowym „Matrixie” były podzielone. Warto obejrzeć choćby po to, żeby samemu go skrytykować. Wrażeniami dzieliliśmy się już w ogródku piwnym na Nowym Świecie – ostatnim, jakiego nam nie zamknięto przed nosem.

Pelgrzymka zaufania przez ziemię, czyli z pamiętnika młodej chrześcijanki...

...Tak, chrześcijanki, ponieważ w miejscu, gdzie byłam nie grało roli wyznanie. Nie było też mile widziane ostentacyjne podkreślanie odrębności narodowej. Każdy jest tu po prostu pielgrzymem.

W tym roku wspólnota Taize postanowiła zebrać młodych ludzi z całego świata w Paryżu i regionie paryskim (czyli Ile de France). Tu właśnie w dniach 28.12.2002 – 1.01.2003 miała miejsce dwudziesta piąta już pielgrzymka zaufania przez ziemię.

Wbrew pozorom niewiele osób wie o wspólnocie założonej we francuskiej miejscowości Taize przez brata Rogera.. Bracia wyszli ponad podziały religijne, przekroczyli granice i wcielają w czyn hasła ekumeniczne w niezwykły sposób. Pomagają poznać jedność możliwą pośród różnorodnych chrześcijańskich tradycji i kultur. Ich działalność nie ogranicza się do organizacji zjazdów na przełomie roku, przy których zresztą pracują tysiące ochotników. Do Taize, mieściny we Francji, też ciągną pielgrzymi.

I nie wódź ich na pokuszenie...

Przyglądając się wiernym, zebranym w cerkwi, przychodzi mi czasem na myśl, że niektórzy nie zastanawiają się nad swoim wyglądem, gdy wchodzą do świątyni. Czasem warto o tym pomyśleć i nie chodzi bynajmniej o to, by wyróżniać się szczególnym strojem czy zwracać na siebie uwagę zachowaniem. Tak jak i w innych miejscach publicznych obowiązują nas pewne normy, obecne w każdej sferze naszego życia.

Jeszcze kilkanaście lat temu nie do pomyślenia było, żeby kobieta weszła do cerkwi z odkrytą głową i w spódnicy sięgającej przed kolana czy też w spodniach. Taki był zwyczaj, przestrzegany szczególnie w parafiach w mniejszych miejscowościach. Pamiętam, że nawet w moich szkolnych latach nikogo nie dziwiła kobieta w spódnicy do kostek i chustce. Większość uczennic była dumna z tego stroju, który w pewien sposób wyróżniał i podkreślał, że jest się osobą wyznania prawosławnego. Proboszcz zaś ciskał gromy, gdy któraś z dziewcząt pojawiła się w cerkwi bez nakrycia głowy.