Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nr 1/2002. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nr 1/2002. Pokaż wszystkie posty

Refleksja o kobietach – starożytność i Nowy Testament

Obecnie jestem w trakcie pisania pracy magisterskiej pod tytułem „Kobiety w Ewangelii św. Jana”. Przeglądając liczne materiały bardziej lub mniej potrzebne do tej pracy wyczytałam sporo ciekawostek, dotyczących sytuacji kobiet, ich roli i miejsca w różnych okresach historii ludzkości. Pomyślałam też, że mogłabym podzielić się z Wami moimi „odkryciami”. Mam też nadzieję, że zainteresują one nie tylko kobiecą część naszego wspaniałego grona, szeroko rozumianej młodzieży prawosławnej gromadzącej się pod egidą „Woli”.

Zacznijmy zatem od prawnej pozycji kobiety starożytnego Wschodu. Otóż w kulturze Persów, Greków i Żydów mężczyzna dziękował za to, iż nie był niewierny, nie cywilizowany, za to, iż nie był kobietą i ... sługą.

Parę słów o islamie

Nienioejszy artykuł powstał na postawie publikacji pt. „Teokracja w rytmie techno”, przedrukowanej przez tygodnik „Forum” (w nr 13 z 2002r.) z wydawanego w Oksfordzie elitarnego kwartalnika „ARETE”.


Najczęściej islam często jest przedstawiany jako religia, która oprócz „kamienowania” czy „chust na głowach” nie zawiera sobie innych pierwiastków. Nie zawsze tak jednak musi być. Dlatego też chciałbym w tym artykule przybliżyć jakby „drugą stronę islamu” na przykładzie Iranu. Wydaje mi się, ze warto. Ocena należy oczywiście do czytelnika.

Już we wczesnym okresie rewolucji islamskiej w 1979r. zezwolono irańskim żydom, chrześcijanom na wytwarzanie i spożywanie alkoholu. Od tego też czasu sprzedają go na czarnym rynku mahometańskiej większości. Z alkoholem w Iranie jest tak, jak z narkotykami i środkami halucynogennymi na Zachodzie -godne zaufania źródło to podstawa.

Ostatnia środa przed pierwszą wiosenną pełnią księżyca

...czyli środa 27 marca. Jak w każdą środę o 19, w świetlicy praskiej parafii odbyło się spotkanie z księdzem Jerzym Tofilukiem, tym razem poświęcone duchowości, rozwojowi duchowemu i przewodnikom duchowym.

Na spotkaniu byłam, uważnie słuchałam, a nawet sporządzałam notatki. Patrzę w nie teraz i pierwsza rzecz, jaka mi przychodzi do głowy to to, że sam pomysł opisania duchowości słowami jest bardzo odważny, bardzo. Ciało – owszem, można rozłożyć na części, przeanalizować pod mikroskopem i opisać słowami, a nawet cyferkami. Ale ducha?! Nasze ludzkie zmysły, pojęcia, intelekt przed takim zadaniem „wysiadają”. Tyle tylko, że nic innego nam nie pozostaje, a skoro tak, to spróbuję, ułomnie – ale zawsze... spróbuję zresztą nie tyle opisać duchowość, ile wskazać, gdzie można jej szukać.

Wielka Sobota

Wielka Sobota to dla mnie dzień szczególny. Z jednej strony-dzień następujący po Wielkim Piątku, pełnym smutku, świadomości własnej nicości wobec Tego, który za mnie poddał się mękom i poniżeniu. Dniu skupienia na modlitwie, poście-bo wtedy sprawa postu wydaje się nagle oczywista-dniu specyficznego nastroju ducha-pod wpływem niecodziennych nabożeństw, wystroju cerkwi, jak i wyrazu twarzy ludzi wokół-skupionych, spokojnych, skoncentrowanych na własnym przeżywaniu tych szczególnych chwil.

Z drugiej strony, to dzień poprzedzający moment największej radości w życiu chrześcijanina. Chwila przeżycia wieści o Zmartwychwstaniu, o zwycięstwie nad śmiercią i nadziei dla mnie, grzesznicy...W Wielką Sobotę smutek Wielkiego Piątku miesza się z nadchodzącą radością Wielkiej Nocy, Niedzieli. Najpiękniejsze w całym roku liturgicznym nabożeństwo odbywa się właśnie w Wielką Sobotę.

Święty ogień

" I raptem! Nie, to trzeba widzieć! Zajaśniało, zabłysło! Grób Pański rozjaśnił się błękitnym ogniem. Cerkiew wypełniła się okrzykiem zachwytu. Wychodzi Patriarcha z rozpalonymi pękami świec. Błogosławi lud. Tysiące rąk wyciąga świece w jego kierunku. W mgnieniu oka świątynia wypełnia się ogniem. Jedni płaczą inni się śmieją. Dotykam płomienia - ogień nie parzy."

W Wielką Sobotę wszyscy pielgrzymi wstążeczkami wiążą pęki świec, tak, by każdy zawierał ich 33 sztuki. To na pamiątkę liczby lat Chrystusa.. po świętej Liturgii, około godziny dziesiątej rano w Bazylice jak i całym mieście gasi się wszystkie świece. Ogień pali się tylko w nielicznych domach Żydów, katolików i protestantów. Nawet Turcy przychodzą tego dnia do świątyni, do której już od poprzedniego dnia nie można dostać się do środka. Ci z pielgrzymów, którzy pragną być wewnątrz Bazyliki noc z piątku na sobotę spędzają na czuwaniu. Oczekiwanie trwa niekiedy ponad siedemnaście godzin. Cały plac przed świątynią wypełniony jest po brzegi, na balkonach i dachach domów stoją masy ludzi. Przychodzą tu Arabowie, Beduini z gór, mężczyźni z ogolonymi głowami, kobity z uczepionymi sznurami małych monet na głowie i nosie.

Święty Serafin

Luty 2001. 500 kilometrów na południe od Moskwy, niedaleko miasta Arzamas. Las, rzeka, nieduża kaplica. -20ºC. Wszędzie śnieg i lód. Tylko małe jeziorko koło rzeki nie pokryte jest ani śniegiem, ani lodem. Wygląda to bardzo dziwnie w porównaniu ze wszystkim dookoła: tak białym od śniegu, że aż bolą oczy. Grupa ludzi zbliża się do jeziorka, każdy trzyma ręcznik. Wszyscy milczą.

„Nie, nie mogę... nie potrafię...- z lękiem myśli dziewczyna z grupy - to niemożliwe! Minus 20! W taki mróz kąpać się... za nic! Ja wracam. Kiedy wybierałam się na tą pielgrzymkę, nikt mi nie powiedział, że tu będą takie tortury. Zdecydowanie nie idę. Taka zimna woda! Przecież luty! Boję się!” Ale dziwne: im bliżej dziewczyna podchodzi do źródła, tym mniej się boi. Powinno przecież być odwrotnie. Jest bardzo zdziwiona, gdy przed samym jeziorkiem nie czuje już żadnego lęku. Jakby zabrał go ktoś z góry. „Otcze Serafimie, pomogi!” Już spokojnie i bez wahania rozbiera się, schodzi śliskimi, oblodzonymi schodami. – „Wo imia Otca i Syna i Swiatogo Ducha” – trzy razy zanurza się w wodzie.

Poszukiwanie Wiary. Wezwanie

Wiara - to droga, którą Bóg i człowiek idą na spotkanie jeden drugiego. Pierwszy krok czyni Bóg, który zawsze bezgranicznie wierzy w człowieka. On daje człowiekowi jakiś znak, namiastkę Swojej obecności. Człowiek, który słyszy tajemnicze wezwanie Boga, stawiając krok w Jego stronę odpowiada na to wezwanie. Bóg wzywa człowieka jawnie lub w tajemnicy, w sposób świadomy, namacalny, lub w ogóle niezauważalnie. Człowiekowi jednak jest trudno uwierzyć w Boga, jeśli sam sobie wcześniej nie uświadomi swego wezwania.

Wiara - to tajemnica i sakrament. Dlaczegóż jeden człowiek odpowiada na wezwanie Boga, a drugi tego nie chce uczynić? Dlaczegóż jeden człowiek słysząc słowo Boże, gotów jest przyjąć je, a drugi pozostaje na te słowa głuchy, obojętny? Dlaczegóż jeden człowiek spotykając Boga na swojej drodze, w tym samym czasie potrafi porzucić wszystko i iść za Nim, a drugi odwraca się i idzie w drugą stronę? „Jezus przechodząc w pobliżu morza Galilejskiego, ujrzał dwu braci: Szymona zwanego Piotrem, i Andrzeja, brata jego, którzy zarzucali sieć w morze, albowiem byli rybakami. I rzekł do nich Jezus: Idźcie za Mną.... A oni natychmiast porzucili sieci i poszli za Nim. I odszedłszy z stamtąd dalej, ujrzał innych dwu braci, Jakuba, syna Zabedeusza, i Jana, brata jego... i wezwał ich. A oni zaraz opuścili łódź oraz ojca swego i poszli za Nim” (Mt.4, 18-22). W czym tkwi tajemnica gotowości galilejskich rybaków, którzy porzucili wszystko i podążyli za Chrystusem, Którego przecież oni widzieli po raz pierwszy w swoim życiu?