Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nr 8/1999. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nr 8/1999. Pokaż wszystkie posty

Rozważania "Życiem" natchnione

Czytam czasem gazety, a co? Wszelakie czytam. „Życie” Wołka czytam i „Wyborczą” czytam. Nie czytam „Nie”, bo nie, chociaż przyznać trzeba, że jest to tygodnik bardzo dobrze poinformowany.

Jako najlepiej poinformowany reklamuje się dziennik „Życie”, a ja twierdzę niezbicie, że to nie zawsze prawda. Może o polityce piszą tam prawdę, ja się na tym nie znam, ale gdy piszą o prawosławiu to aż się czytać nie chce. Ja bardzo przepraszam, nie chcę nikogo obrazić, ale czasem jest to stek bzdur. Przecież można by zapytać kogoś kompetentnego i mądrą notkę o prawosławnych napisać. Nie da się też nie zauważyć faktu, że o prawosławiu z reguły pisze się tylko wtedy, gdy nie pisać po prostu nie wypada. Przy okazji większych świąt, czy jubileuszu ordynariatu.

Trochę o Kosowie

Co tu dużo gadać? Wreszcie pojawił się ktoś, kto potraktował sprawę konfliktu bałkańskiego w sposób nie przystający do ogólnego w naszym społeczeństwie widzenia tego problemu. Wreszcie zwrócono uwagę na to, że naród serbski też jest ofiarą w tej bezsensownej wojnie, która niby się skończyła, a jednak wulkan nadal jest czynny i nie wiadomo kiedy wybuchnie. Nie chcę się wdawać w roztrząsanie kwestii dobrej czy złej strony sporu o Kosowo (bo o nie oczywiście chodzi), nie chcę piętnować ani Albańczyków ani Serbów, bo jak zwykle kij ma dwa końce, czy jak kto woli prawda leży po środku, nie chcę także sięgać do korzeni sporu ani do jego politycznego podłoża. Chcę jedynie przedstawić fragmenty felietonu Ludwika Stommy „Niekochani” (Polityka nr 11, 13 marca 1999) po to, aby na łamach Artosa ustami Pana Stommy wyrazić poparcie dla narodu serbskiego uważanego przez wszystkich (polityków, zwykłych obywateli, że o mediach nie wspomnę) za kata biednego narodu albańskiego marzącego o Wielkiej Albanii, za chrześcijan-prawosławnych pałających nienawiścią do wszystkich innowierców, przez co oczywiście kształtuje się odpowiedni obraz Prawosławia. Zapraszam więc do lektury, a kwestię oceny pozostawiam czytelnikowi z nadzieją jakiejś odpowiedzi.

Wiosna i obyczaje

No i stało się, albo „Zdechł pies” jak powiedział Zagłoba w książce i filmie „Ogniem i mieczem” – już po zimie. Ciągnęło się, ciągnęło, utrudniało życie służbom drogowym, kierowcom, zwierzętom, politykom i w ogóle wszystkim .Napić się nawet strach było , bo kiedy zmęczony człowiek przysiadł gdzieś na śniegu, aby dać wytchnienie odmawiającym posłuszeństwa nogom, mógł nieopatrznie wydłużyć i tak już sporą listę „ofiar mrozu” . Dlaczego politykom? Ano, jak napisał Bogdan w swoich „Rozważaniach porannych”, z powodu małej ilości światła .Społeczeństwo niedoświetlone, nękane niskim temperaturami i grypą, w ponurym nastroju musiało na prawach królika doświadczalnego włączyć się w realizację paru wielkich reform, no i pewnie dlatego idą one tak opornie. Ale zaraz, przecież miałem pisać o czym innym. To pewnie jeszcze po zimie ta skłonność do wpędzania się w depresję przez śledzenie naszego folkloru politycznego.

Rozkład jazdy

Od pięciu miesięcy studiuję germanistykę na UW - w tym momencie chce mi się śmiać, bo coś mi się przypomina. Kiedyś, nie tak znowu dawno, ktoś wyrzucił mi, że go okłamałam. A było to tak: on zapytał mnie co studiuję, ja odpowiedziałam wymijająco, że filologię. Dalej, kiedy w trakcie rozmowy padło hasło germanistyka, okazało się, że skojarzenie tych dwu pojęć wykracza poza możliwości intelektualne tego człowieka. Usłyszałam wtedy: „Jak to? Przecież mówiłaś, że filologię!”. - „Nie zgłębione są pokłady ludzkiej niekumacji.” Ale to tak na marginesie.

Okiem Pelagii

I.


“Gazeta Wyborcza” doniosła ostatnio o ciekawym wydarzeniu, jakie miało miejsce w jednym z polskich miast. Podczas zajęć z języka polskiego, na których omawiano balladę Mickiewicza “Pani Twardowska” nauczycielka zaproponowała dzieciom zabawę, polegającą na sprzedaniu duszy w zamian za coś, co uważają za potrzebne i cenne. Sama grała rolę “diabła” przyjmującego cyrografy dzieci, które sprzedawały dusze w zamian za pokój na świecie, szczęście rodziny itd. Gdy dowiedziała się o tym szkolna katechetka i niektórzy z rodziców, zażądali usunięcia pani polonistki za propagowanie satanizmu.

Człowiek jako stworzenie Boże

Człowiek jest szczególnym stworzeniem Boga. Jest on jedynym „stworzonym na obraz i podobieństwo Boże” (Gen 1:26). Jest stworzony przez Boga z prochu na końcu procesu tworzenia (szósty dzień) i za szczególną wolą Boga. Powstał aby oddychać „tchnieniem życia” (Gen 2:7), aby znać Boga i aby mieć pieczę nad wszystkim, co stworzył Bóg.

Człowiek został stworzony jako biseksualny - „Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich” (Gen 1:27) aby „rozradzali się i rozmnażali się” (Gen 1:28). Tak więc seksualność należy do stworzenia, które Bóg nazywa „bardzo dobrym” (Gen 1:31) i sama w sobie nie jest grzeszna ani perwersyjna. Należy do natury człowieczeństwa bezpośrednio z woli Bożej.

...twórcę nieba i ziemi...

(tekst jest kontynuacją artykułów „WIERZĘ” i „…W JEDYNEGO BOGA…”, które ukazały się w numerze nr 7/1998)

Cerkiew prawosławna wierzy, że Bóg Ojciec jest „Twórcą nieba i ziemi i wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych”.

Tworzyć znaczy zrobić coś z niczego; doprowadzić do istnienia coś, co przedtem nie istniało lub powołując się na Liturgii św. Jana Chryzostoma : „doprowadzić z nieistnienia do bytu”.Prawosławna doktryna o tworzeniu oznacza, że Bóg powołał wszystko i wszystkich co istnieje z nicości, nie-istnienia w byt. Biblijny opis tworzenia jest dany w pierwszym ustępie Księgi Genesis. Najważniejszym doktrynalnym punktem dotyczącym tworzenia jest to, że sam Bóg jest niestworzony i jest ponad istnieniem.

Świety Jan z Damaszku. Hymn Trisagion (Święty Boże)

My bowiem słowa „Święty Boże” odnosimy do Ojca - nie zastrzegając oczywiście wyłącznie dla Niego tytułu Bóstwa, wiemy bowiem, że i Syn jest Bogiem, i Święty Duch. A słowa „Święty Mocny” stosujemy do Syna, nie odmawiając mocy Ojcu i Świętemu Duchowi. Wreszcie ze słowami „Święty Nieśmiertelny” zwracamy się do Świętego Ducha, nie wyłączając z nieśmiertelności ani Ojca, ani Syna. Do każdej bowiem z Osób odnosimy wszystkie tytuły Boskie równoznacznie i nierozdzielnie. Naśladujemy w tym świętego Apostoła, który mówi: „My zaś znamy jednego Boga Ojca, od którego jest wszystko, i jednego Pana Jezusa Chrystusa, przez którego jest wszystko, a my przez Niego”, i jednego Świętego Ducha, w którym jest wszystko, i my w Nim (...).

Rzecz o kalendarzu

Kalendarz towarzyszy nam od początku istnienia pierwszych form zorganizowanego życia ludzi na ziemi. Nasi przodkowie potrzebowali czegoś, co mogłoby uporządkować rytm ich pracy, a jednocześnie wyjaśniło niezmienny cykl życia przyrody na naszej planecie. System rachuby dni i dłuższych odstępów czasu stał się dla nas tak naturalny, że nie potrafimy wyobrazić sobie życia bez niego. Prawdę mówiąc, jesteśmy podporządkowani jego regułom, bo to on wyznacza dzień naszych narodzin i datę naszej śmierci. Jak się jednak okazuje, w przeciągu wieków kalendarz często zmieniał swoją postać, a i w obecnych czasach różnice w jego kształcie w różnych regionach świata są wręcz kolosalne.

Coś o dacie Paschy

Karol Fryderyk Gauss był wielkim matematykiem. Tak wielkim, iż gdyby dane mi było żyć na przełomie XVIII i XIX wieku, to z pokorą zginałbym się wpół, by ów wielki dla matematyki człowiek mógł dosiadać konia z moich nieco przygarbionych pleców. Nie było chyba w owym czasie dziedziny matematyki, w której ów człowiek by nie zabłysnął i do jej rozwoju się nie przyczynił.

Ciekawostką, którą chciałbym się ze wszystkimi podzielić jest opracowany przez Gaussa sposób obliczania daty prawosławnej Paschy. Pan Gauss przedstawił algorytm obliczania daty według starego stylu, ja pozwoliłem sobie nieco go zmodyfikować, aby końcowy wynik był datą według urzędowego kalendarza. Zapraszam wszystkich do przeprowadzenia kilku nieskomplikowanych obliczeń.

Wzrastanie w mądrości innych

...cicho, cichosza...
wiatr stuka u płota
...cichutko, wol-niut-ko...
uciekam tą dróżką
ta dróżka jak wężyk
prowadzi na... księżyc...



Ten wiersz napisałam kilka lat temu, będąc jeszcze w szkole średniej. Wtedy często uciekałam na księżyc. To były naprawdę piękne dni... Jeśli ktoś z was dorastał w małym miasteczku położonym pośród lasów i łąk, jeśli kiedykolwiek balansowaliście na skraju jeziora w poszukiwaniu kaczeńców, jeśli wymykaliście się z domu z wierszami Leśmiana, by czytać je na łące w ostatnich promieniach słońca, jeśli kiedykolwiek zasnęliście na kupce siana oszołomieni jego zapachem - z pewnością przyznacie mi rację - to były cudowne lata!

Praktyczna strona sakramentu spowiedzi (w wydaniu amerykańskim)

„Kiedy stawiamy jeden krok ku Bogu, On robi dziesięć w naszą stronę”. Właśnie tego doświadczamy podczas Spowiedzi. Podobnie jak inne sakramenty Spowiedź jest połączonym Bożym i ludzkim działaniem, w którym dochodzi do zjednoczenia i współpracy (synergeia) między łaską Boga i naszą wolną wolą. Obie są niezbędne, ale to, czego dokonuje Bóg ma nieporównywalnie większą wagę i znaczenie.

Bardzo często Spowiedź postrzegana jest w ponurych, zimnych i zniechęcających barwach, jako coś przez co trzeba przejść i mieć za sobą, konieczną ale przykrą i nieprzyjemną. Jej waga jest pomniejszana i sprowadzana do roli dodatku do Eucharystii. A przecież jej znaczenie powinno być rozumiane zupełnie inaczej.