Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Justyna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Justyna. Pokaż wszystkie posty

Co wiemy o diakonisach?

Wiemy, że istniały przez pierwsze jedenaście, bądź nawet czternaście wieków chrześcijaństwa (w zależności od źródła); jedenaście z dwudziestu wieków – czyli na pewno przez ponad połowę całej historii chrześcijaństwa. Świadectwa ich istnienia w czasach apostolskich dostarcza sam apostoł Paweł w Liście do Rzymian, pozdrawiając diakonisę Febę, oraz w pierwszym Liście do Tymoteusza, opisując wymagania stawiane diakonisom. Sobory powszechne również nie pominęły milczeniem diakonis, poświęcając im niektóre kanony[1]. Także teksy liturgiczne zaświadczają ich istnienia - poprzez wymienianie kanonizowanych diakonis w dniach ich wspomnienia[2]. Diakonisy uznało za członkinie stanu duchownego prawo Kościoła Bizantyjskiego oraz prawo cesarskie Bizancjum. Uznanie za część stanu duchownego nie oznaczało oczywiście, że diakonisy spełniały wszystkie posługi kapłańskie. Zgodnie z nazwą, do ich funkcji należała diakonia, czyli służenie, a nie przewodniczenie zgromadzeniu liturgicznemu, co zarezerwowane jest dla biskupa i prezbitera.

Czego Warszawa może się nauczyć od Wrocławia?

Już ponad trzydzieści lat we wrocławskiej parafii pw. św. Cyryla i Metodego nabożeństwa odprawiane są w języku polskim. Jednym z inicjatorów powołania takiej parafii był śp. metropolita Bazyli, w latach 70-tych biskup wrocławsko-szczeciński. Rok temu grupa studiującej w Warszawie młodzieży po raz pierwszy uczestniczyła w tej wyjątkowej (jedynej takiej w polskiej Cerkwi) liturgii. W grudniu 2003 r. pojechaliśmy tam ponownie. Było to możliwe dzięki otwartości proboszcza – ks. Eugeniusza Cybulskiego – oraz gościnności i zaangażowaniu trzech wrocławskich parafian: dwóch Mirków i Marka. Zajęli się nami z matczyną wręcz troskliwością. Mam nadzieję, że mają równie ciepłe wspomnienie o nas, jak my o nich.

Praskie środy

Każde środowe spotkanie na Pradze rozpoczyna się czytaniem fragmentu ewangelii i listów apostolskich oraz krótkim ich omówieniem. Ostatnio mieliśmy jednak trzy spotkania, podczas których mowa była tylko o listach – listach apostoła Pawła do Koryntian. Pierwotnie miały to być dwa spotkania, ale okazało się, że Apostoł wzbudza dziś nie mniejsze dyskusje niż za czasów swojego nauczania i trzeba nań poświęcić więcej czasu.

Warto uświadomić sobie wyjątkowość apostoła Pawła. Nie był on jednym z dwunastu towarzyszących Chrystusowi apostołów. Nie pochodził z Galilei (północna część Palestyny), jak wszyscy apostołowie, lecz z Tarsu - miasta położonego na terenie dzisiejszej południowej Turcji, nad Morzem Śródziemnym. Należał do tamtejszej żydowskiej diaspory. Nie znał Chrystusa za Jego życia ziemskiego. Więcej nawet, był zajadłym prześladowcą chrześcijan. To jego dotyczą słowa: „A Saul, dysząc jeszcze groźbą i chęcią mordu przeciwko uczniom Pańskim, przyszedł do arcykapłana” (Dz 9,1). Ten sam - fizycznie, duchowo raczej nie ten sam – człowiek, jakiś czas później, pisze o sobie: „Paweł, sługa Jezusa Chrystusa, powołany na apostoła, wyznaczony do zwiastowania ewangelii Bożej” (Rz 1, 1). W tzw. międzyczasie musiało się wydarzyć coś niesamowitego, by doprowadzić do tak ważnej przemiany: „I stało się w czasie drogi, że gdy się zbliżał do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba. A gdy padł na ziemię, usłyszał głos mówiący do niego: Saulu, Saulu, czemu mnie prześladujesz? I rzekł: Kto ty jesteś, Panie? A On: Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz; ale powstań i idź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić” (Dz 9, 3-6).

O patronie Bułgarii i jego monasterze

To dziwne, że monaster w ogóle powstał. Założył go bowiem człowiek, który większość życia spędził jako pustelnik kryjąc się przed ludźmi. Co ciekawe, był pierwszym bułgarskim pustelnikiem, uważa się go za prekursora takiej formy życia na tych terenach. Mieszkał w różnych dziwnych miejscach: w jaskini, w dziupli ogromnego dębu, na wysokiej, niedostępnej skale. Mieszkał to może nie jest najlepsze słowo; on tam po prostu był i modlił się.

Ta niewielka ilość osób, która go spotkała na swojej drodze, bardzo różnie na niego reagowała. Zdarzało się, że był przepędzany z miejsca na miejsce. To banda zbójów wygoniła go z jaskini. Znaleźli się jednak i tacy ludzie, którzy dostrzegali wartość jego pustelniczego życia i ascezy. Nie mogło być ich wielu, gdyż byli to jedni z pierwszych chrześcijan na tych terenach; nie ilość się jednak liczy, lecz jakość, a podejrzewam, że gorliwości im nie brakowało. To oni stali się świadkami cudów dokonanych przez świętego Jana Rylskiego. To im pomagał, to ich leczył.

Sztuka przetrwania w pracy

Dzień zaczynał się tak:

- Wstawajcie słonka, wstawajcie! Już siódma! (krzyknął lider stojący w drzwiach)

- Jesteś bez serca! (odpowiedziała zawiedzionym głosem jedna z uczestniczek, brutalnie wyrwana ze snu)

- Ja? Ja bez serca?! Gdybym był bez serca, to bym teraz chodził z dużym garnkiem, chochlą i dzwonił. Mam serce! Takie malutkie może, ale mam... o tutaj! (bronił się lider wskazując dłonią swoje malutkie serce)

Praskie środy

Ostatnie tegoroczne spotkanie poświęcone zostało problemowi małżeństw mieszanych. Nawiązywało ono częściowo do styczniowego spotkania, którego tematem było: „Małżeństwo, prokreacja. Cielesność i seksualność człowieka”. Niestety, nie mam dobrych wieści w związku z zawieraniem małżeństw mieszanych. Ale za to zupełnie niezłe jeśli chodzi o miłość (czyt.: miłość małżeńską).W nauczaniu Kościoła Prawosławnego związek małżeński, a następnie rodzina, to mały Kościół. Podobnie jak ten „duży” Kościół, opiera się na miłości. Przez miłość małżonkowie stają się jedną istotą na wzór Chrystusa i Kościoła. Na zawsze. Jedność małżeńska zasadza się na jedności Kościoła. A jedność Kościoła to jest przede wszystkim jedność eucharystyczna. Czy zatem możliwe jest stanie się jednym ciałem bez wspólnego uczestnictwa w Eucharystii? Czy jedność może być sprowadzona tylko do ziemskiej sfery? To pytania retoryczne postawione na spotkaniu. Przychodzi mi do głowy inne: czy jedność duchowa równa się jedności eucharystycznej? W związku z taką, a nie inną wykładnią małżeństwa, na kolejnych soborach powszechnych najpierw delikatnie dawano do zrozumienia jak należy postępować, a następnie zdecydowano unieważniać małżeństwa mieszane i ekskomunikować tych, którzy w nie wstępują (kanon 72 soboru w 692 r. [1] ). Obecnie sytuacja jest o tyle lepsza, że - kosztem zasady akrybii (ścisłego stosowania się do norm kanonicznych) - postępuje się raczej zgodnie z zasadą ekonomii (związaną z chrześcijańską ideą wolności i odpowiedzialności każdej jednostki). Uznawane są zatem małżeństwa mieszane – o ile dotyczy to członka Kościoła, w którym małżeństwo jest sakramentem (w praktyce – o ile jest to mieszanka katolicko-prawosławna). Największym problemem są tu tzw. cautele – przyrzeczenia i oświadczenia przyszłych małżonków, w których każde z nich zobowiązuje się nie tylko zachować własne wyznanie wiary, ale też zrobić wszystko, by dzieci ochrzczone były w jej/jego Kościele. Sankcją za niedotrzymanie tego przyrzeczenia w Kościele Rzymskokatolickim jest zakaz przystępowania do komunii. Nie wiadomo, jaka jest sankcja w Kościele Prawosławnym.

Wywiad z ks. ih. dr Paisjuszem – nowym proboszczem parafii św. Jana Klimaka w Warszawie na Woli

Chcieliśmy na początek zapytać o drogę ojca. Skąd ojciec pochodzi? Jak to się stało, że ojciec został mnichem? Od kiedy ojciec mieszka w Warszawie?

Jestem synem duchownego. (Mój ojciec zmarł w 2000 r.) Także trudno mi jest powiedzieć skąd pochodzę. Zacznę od rodziców, mój ojciec pochodził z Białostocczyzny, spod Hajnówki, a matka pochodzi spod Jabłecznej. Urodziłem się w 1969 r., w Szczecinku, w ówczesnym województwie koszalińskim. Tam mój ojciec był na parafii. W 1971 r. przejechaliśmy na tereny południowego Podlasia, w okolice Jabłecznej, na parafię w Zabłociu. Tam ojciec był proboszczem. Podczas posługi mojego ojca w Zabłociu rozpocząłem naukę w Seminarium Duchownym w Warszawie. Następnie rozpocząłem naukę w Seminarium w Jabłecznej. W owym czasie bowiem nauka w Seminarium trwała łącznie sześć lat, a nie trzy jak to jest teraz. Naukę w Seminarium rozpoczynało się po szkole podstawowej, najpierw cztery lata w Warszawie, potem jeszcze dwa lata w Jabłecznej. Podczas mojej nauki w Jabłecznej rodzice przejechali na parafię w Czyżach. A ja pozostałem w klasztorze w Jabłecznej jako nowicjusz. Stało się to po ukończeniu piątego roku Seminarium, w 1988 r.

Praskie środy

Wiadomym jest, że tradycja w Kościele Prawosławnym ma duże znaczenie. Zwykle nie chodzi tylko o tradycję przez duże T, czyli Tradycję Świętą. Często pilnujemy także tradycji pisanych małą literą. I chyba do tej drugiej grupy trzeba zaliczyć środowe spotkania na Pradze (z całym szacunkiem dla uczestników...).

Zatem, zgodnie z wieloletnią tradycją (pytanie ilu-letnią?) wraz z rozpoczęciem roku akademickiego zaczęły się też na nowo praskie spotkania. Zgodnie z tradycją są przede wszystkim dla studentów (i studentek oczywiście), zgodnie z tradycją odbywają się w środy o 19.00 w domu parafialnym na Pradze, i – również zgodnie z tradycją – prowadzi je ks. Jerzy Tofiluk.

Ostatnia środa przed wakacjami.

5-go czerwca odbyło się ostatnie już przed wakacyjną przerwą spotkanie środowe na Pradze. Na prośbę swoich słuchaczy ksiądz Jerzy Tofiluk opowiadał o wymogach stawianych przed kandydatami na kapłana. Zanim jednak o owych wymogach, trzeba powiedzieć o jakiego kapłana chodzi.

Są bowiem dwa rodzaje kapłaństwa: powszechne i hierarchiczne. Powszechne dotyczy wszystkich chrześcijan. W tym rozumieniu także Ty, drogi Czytelniku/droga Czytelniczko jesteś „kapłanem stworzenia – dzięki swej mocy dziękczynienia i ofiarowywania stworzenia na powrót Bogu”[1]. Kapłan to nie tylko godność, to też pewne obowiązki: służenia, głoszenia, nauczania. Wyjątkowość kapłaństwa hierarchicznego wynika z wyjątkowości ofiary składanej w trakcie sprawowania Liturgii eucharystycznej. Do tego – do „sprawowania wielkiej Tajemnicy – Eucharystii” nie wszyscy są powołani; nie wszyscy są tego godni. Dlatego możliwość dostąpienia tego zaszczytu obwarowana jest określonymi wymogami. Przechodząc zatem do owych wymogów, są ich trzy rodzaje.

Ostatnia środa przed pierwszą wiosenną pełnią księżyca

...czyli środa 27 marca. Jak w każdą środę o 19, w świetlicy praskiej parafii odbyło się spotkanie z księdzem Jerzym Tofilukiem, tym razem poświęcone duchowości, rozwojowi duchowemu i przewodnikom duchowym.

Na spotkaniu byłam, uważnie słuchałam, a nawet sporządzałam notatki. Patrzę w nie teraz i pierwsza rzecz, jaka mi przychodzi do głowy to to, że sam pomysł opisania duchowości słowami jest bardzo odważny, bardzo. Ciało – owszem, można rozłożyć na części, przeanalizować pod mikroskopem i opisać słowami, a nawet cyferkami. Ale ducha?! Nasze ludzkie zmysły, pojęcia, intelekt przed takim zadaniem „wysiadają”. Tyle tylko, że nic innego nam nie pozostaje, a skoro tak, to spróbuję, ułomnie – ale zawsze... spróbuję zresztą nie tyle opisać duchowość, ile wskazać, gdzie można jej szukać.