Gniazdo

Dom kojarzył mi się zawsze tylko z jednym miejscem. Wioseczka, dom rodzinny kawałek za wsią, dwie stodoły w szczerym polu… i to, co w nim najważniejsze: duch rodziny…

Tak na dobrą sprawę nie mieszkam tam już od ośmiu lat, od czasu liceum. Zawsze jednak było to miejsce, gdzie się wracało na sobotę i niedzielę, potem – żeby odpocząć od zajęć na studiach, choć raz w miesiącu, a teraz – tylko w święta. Bywam już tylko wyglądanym z niecierpliwością gościem. Czterogodzinna podróż do domu ciągnie się w nieskończoność.

Tym razem jednak zastałam mój dom pustym. Nic nie jest już takie samo i nigdy już nie będzie. Każdy poszedł w inną stronę, rozjechaliśmy się na studia, do pracy… Została tylko babcia na posterunku. Dopiero w sobotę na chwilę wszystko wróci do stanu przypominającego ten dawny rodzinny nastrój. Do niedzielnego wieczoru, kiedy wszyscy się rozjadą…

Czego Warszawa może się nauczyć od Wrocławia?

Już ponad trzydzieści lat we wrocławskiej parafii pw. św. Cyryla i Metodego nabożeństwa odprawiane są w języku polskim. Jednym z inicjatorów powołania takiej parafii był śp. metropolita Bazyli, w latach 70-tych biskup wrocławsko-szczeciński. Rok temu grupa studiującej w Warszawie młodzieży po raz pierwszy uczestniczyła w tej wyjątkowej (jedynej takiej w polskiej Cerkwi) liturgii. W grudniu 2003 r. pojechaliśmy tam ponownie. Było to możliwe dzięki otwartości proboszcza – ks. Eugeniusza Cybulskiego – oraz gościnności i zaangażowaniu trzech wrocławskich parafian: dwóch Mirków i Marka. Zajęli się nami z matczyną wręcz troskliwością. Mam nadzieję, że mają równie ciepłe wspomnienie o nas, jak my o nich.

Wrocław

W ostatni weekend przed świętami Bożego Narodzenia obchodzonymi według kalendarza juliańskiego grupa młodzieży z parafii wolskiej wybrała się na bratnią wizytę w parafii pw. św.św. Cyryla i Metodego we Wrocławiu. Była to już druga taka wyprawa w ostatnim czasie. Cel, jaki nam przyświecał, to uczestniczenie w nabożeństwach celebrowanych w języku polskim.

Dla części grupy kontakt z polskim językiem liturgicznym był pierwszy w życiu. Inni już mieli takie doświadczenia za sobą. Należy tu nadmienić, że wrocławska prawosławna parafia jest jedyną w Polsce, dla której właśnie polski jest językiem nabożeństw. Pierwsze takie nabożeństwo zostało odprawione w 1973 roku i tak jest do dziś dnia w każdą niedzielę i święto. Proboszczem parafii od samego początku (tzn. od 12 października 1970 r.) jest o. Eugeniusz Cybulski, człowiek bardzo ciepły i chętnie snujący opowieści o swojej pracy w tej wyjątkowej „owczarni”.

Spowiedź

Sobota 10.00

No nie. Przecież to środek nocy, a ten sąsiad chyba nie ma kiedy odkurzać. Zająłby się czytaniem książek. Z pewnością bardziej pożyteczne. A może czas już wstawać? Może i tak. Wypadałoby posprzątać, pójść z psem na spacer, zakupy w supermarkecie i znajdzie się pewnie sto jeszcze innych rzeczy do zrobienia. A może by tak do spowiedzi pójść? Za tydzień są przecież święta. Dobrze, że tak to na ostatni tydzień zostało, to mniej nagrzeszę, no ale o tym później. Trzeba się zająć sprawami, które nie mogą czekać.

Newskim Prospektem ku zgodzie i pojednaniu - Petersburg przykładem pokojowego współistnienia Kościołów

Od dawna chciałam napisać dla „ARTOSA” coś o Petersburgu, ale cały czas się wahałam co do tematu. Od czego zacząć? O Petersburgu prawosławnym jest przecież napisane tysiące książek, tyle jest tu zabytków i świątyń religijnych, a życie cerkiewne jest tak bogate, że naprawdę trudno wybrać z tego najciekawszy temat do omówienia. Rozwiązanie tego problemu pojawiło się w zeszłą niedzielę: inspiracją do napisania tego artykułu stała się bardzo ciekawa dyskusja w naszym parafialnym gronie młodzieżowym. Chodziło, jak pewnie pamiętacie, o ekumenizm i stosunki pomiędzy Kościołami. Wydaje mi się, że Petersburg mógłby służyć jako naturalna ilustracja do wielu spraw poruszanych w tej dyskusji. W jaki sposób? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, zapraszam najpierw wszystkich na wycieczkę wzdłuż głównej ulicy mojego miasta – Newskiego Prospektu.

Praskie środy

Każde środowe spotkanie na Pradze rozpoczyna się czytaniem fragmentu ewangelii i listów apostolskich oraz krótkim ich omówieniem. Ostatnio mieliśmy jednak trzy spotkania, podczas których mowa była tylko o listach – listach apostoła Pawła do Koryntian. Pierwotnie miały to być dwa spotkania, ale okazało się, że Apostoł wzbudza dziś nie mniejsze dyskusje niż za czasów swojego nauczania i trzeba nań poświęcić więcej czasu.

Warto uświadomić sobie wyjątkowość apostoła Pawła. Nie był on jednym z dwunastu towarzyszących Chrystusowi apostołów. Nie pochodził z Galilei (północna część Palestyny), jak wszyscy apostołowie, lecz z Tarsu - miasta położonego na terenie dzisiejszej południowej Turcji, nad Morzem Śródziemnym. Należał do tamtejszej żydowskiej diaspory. Nie znał Chrystusa za Jego życia ziemskiego. Więcej nawet, był zajadłym prześladowcą chrześcijan. To jego dotyczą słowa: „A Saul, dysząc jeszcze groźbą i chęcią mordu przeciwko uczniom Pańskim, przyszedł do arcykapłana” (Dz 9,1). Ten sam - fizycznie, duchowo raczej nie ten sam – człowiek, jakiś czas później, pisze o sobie: „Paweł, sługa Jezusa Chrystusa, powołany na apostoła, wyznaczony do zwiastowania ewangelii Bożej” (Rz 1, 1). W tzw. międzyczasie musiało się wydarzyć coś niesamowitego, by doprowadzić do tak ważnej przemiany: „I stało się w czasie drogi, że gdy się zbliżał do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba. A gdy padł na ziemię, usłyszał głos mówiący do niego: Saulu, Saulu, czemu mnie prześladujesz? I rzekł: Kto ty jesteś, Panie? A On: Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz; ale powstań i idź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić” (Dz 9, 3-6).

Zrozumiały język nabożeństw – co dalej?

Kwestia języka nabożeństw w Kościele prawosławnym w naszym kraju jest poruszana ostatnimi czasy dość często. Dyskusje odbywają się na internetowych forach, spotkaniach i w prywatnych rozmowach. Ewentualność wprowadzenia elementów języka zrozumiałego dla większości prawosławnych mieszkańców Polski wzbudza wiele kontrowersji. Jak w większości kwestii spornych istnieje dość wyraźny podział na przeciwników i zwolenników tych pomysłów.

Pierwszą grupę stanowią wierni, którzy nie dopuszczają możliwości wprowadzenia języka polskiego, motywując to między innymi szeroko rozumianą tradycją (tą przez małe „t”), pięknem tekstów cerkiewno-słowiańskich oraz opinią, że nie ma konieczności rozumienia wszystkiego, co się dzieje w cerkwi – „to trzeba czuć”. Wspomnieć należy też o tych, którzy język traktują jako podstawowy (jeśli nie jedyny) wyznacznik swojego prawosławia.

Zwolennicy zmian podkreślają natomiast fakt, że człowiek jest istotą obdarzoną rozumem, który również powinien brać czynny udział w wychwalaniu Stwórcy. Wielu członków tej grupy twierdzi jednocześnie, że teksty liturgiczne w języku cerkiewno-słowiańskim znacznie przewyższają swym pięknem ich tłumaczenia na język polski, ale wyżej wspomniany cel - uczestnictwo CAŁEJ osoby w nabożeństwie - stawia zrozumiałość tekstów ponad doznaniami estetycznymi.